Dziś mi się nie chce, dzisiaj nie ogarniam….

– jak wspierać dziecko i siebie samego w trudnościach dnia codziennego…

zakrywam-oczy

TO  zdarza się każdemu. Każdej mamie, każdemu tacie. Wszyscy mamy takie dni, w które nie ogarniamy otaczającej nas rzeczywistości. Bywa nam trudno. Ledwie wstajemy, a już czujemy niewyspanie. Boli głowa, boli nas cały człowiek. W te jesienne dni nietrudno odczuć znużenie, brak energii, zmęczenie, wzmożoną męczliwość. Czasem otwieram oczy i wyobrażam sobie, że… leżę dalej. Do łóżka w magiczny sposób zostaje dostarczone pożywne, ciepłe śniadanie, pyszna herbata a ja wciąż leżę pod ciepłą kołdrą. Nie przejmuję się okruszkami wokół, przecież znikną tak szybko, jak się pojawiły. Nie wstaję, bo nigdzie mi się nie spieszy. Wszystko robi się samo. Ja nic nie muszę. Za oknem ponuro, szaro, pada deszcz, którego krople słychać na parapecie. Na dworze tańczy wiatr. A ja leżę i jem sobie spokojnie ten ciepły posiłek. Dziecko bawi się cichutko nieopodal, bo wie, że ja potrzebuję chwili dla siebie. Co więcej, mówi, że dziś ubierze się samo i przyszykuje do przedszkola, bo widzi, że ja nie dam rady wziąć tego na swoje barki.  Leżę w swoim łóżku i z zachwytem patrzę, jak ubrana córka następnie zaplata sobie warkocza i szykuje mi ubranie do wyjścia. Nie chcę, trochę nawet protestuję. Mówię, że nie jestem gotowa. Właściwie to zaczynam krzyczeć i piszczeć w nadziei, że ona mnie usłyszy. Proszę, byśmy dziś zrobiły sobie wolne, że chcę zostać w domu.

Miewacie takie dni?

Ja i owszem. Bywa, że nie mam ochoty mierzyć z codziennością, tylko zwyczajnie ją przespać pod ciepłą kołdrą. Na nic się wtedy zdają wszystkie motywacyjne zdania i próby przekonania do tego, że energia jest w nas, trzeba ją tylko umieć znaleźć i wydobyć na światło dzienne. Myślę, że czasem prawdziwą sztuką jest pozwolenie sobie na czucie niechęci do czekającego nas dnia. Nie tylko pozwolenie, ale przede wszystkim pogodzenie się z tym, co jest w nas. Dając sobie prawo do odczuwania złości, irytacji, nerwowości. Trochę tak, jak Adaś Miauczyński z “Dnia świra”. Myślę, że każdy z nas ma czasem dzień Adasia M., który tuż po przebudzeniu wypowiada  siarczyste słowo, obrazujące jego stosunek do czekającego go dnia. Dobrze jest jednak pójść krok dalej. Spróbować zrozumieć, jaka potrzeba, tęsknota, marzenie skrywa się za tymi niełatwymi dla nas i otaczających nas ludzi uczuciami. Aby móc uzyskać odpowiedź, warto by było najpierw przyglądnąć się uczuciom. A czasem wypowiedzieć je na głos. Mówienie i nazywanie rzeczy po imieniu obniża nagromadzone w nas napięcie. Pomaga również innym dowiedzieć się, co się z nami dzieje. Nasza samoobserwacja i zdolność opisywania własnych stanów emocjonalnych oraz samopoczucia również pomaga im uporządkować wiedzę o sobie.

Dziecko, które ma niezwykłą szansę obserwować rodzica zmagającego się z trudnościami, gorszym dniem, niechęcią do podejmowania codziennych działań uczy się bardzo wiele. Dowiaduje się, jak osoba dorosła radzi sobie z ogólnym zniechęceniem,  znużeniem. Gdy mówimy: “Jejku, jak mi się nie chce dziś wychodzić z domu. Najchętniej zostałabym dziś pod kocem.” mały człowiek dowiaduje się o naszych potrzebach i pragnieniach.  “Niestety mam już dziś dużo rzeczy zaplanowanych i chciałabym się wywiązać ze swoich zobowiązań” – pokazujemy, że próbujemy przezwyciężyć trudności pomimo ogromnej niechęci.  “Wiesz co mi pomaga? Myśl o tym, co będę robiła jak wrócę do domu. Najpierw ciebie przytulę, później zjemy razem kolację i napijemy się ciepłej herbaty. A później pójdziemy się chwilkę pobawić. Jak sobie o tym pomyślę, to robi mi się lepiej” mówiąc w ten sposób pokazujemy dziecku, jak próbujemy sobie radzić z trudnościami, które spotykają zarówno dużych, jak i małych. Zestaw pomysłów może być zupełnie inny, dopasowany do osobowości, potrzeb osoby dorosłej. Może to być wspólne potańczenie z dzieckiem, poczytanie ulubionej książki, zabawa plasteliną lub klockami. Może to być coś, co będziemy chcieli zrobić tylko dla siebie (poczytanie książki, ćwiczenia fizyczne, upieczenie ciasta, wypicie pysznej herbaty). Dobrze jest jednak, aby dziecko miało możliwość obserwowania, jak radzimy sobie w sytuacji pojawiających się u nas trudności. Jak radzimy sobie z własnymi emocjami, frustracją, złością, napięciem.

Dlaczego?

Dlatego, że dziecko – ten mały, wypełniony rozmaitymi emocjami człowiek również miewa gorsze dni. Kiedy wstaje i czuje, że nie chce opuszczać swoich bezpiecznych czterech kątów. Kiedy chciałoby zostać z mamą lub tatą w domu i nic nie musieć. Kiedy potrzebowałoby się schować pod kołdrą w swoim łóżku i przeczekać moment wyjścia z domu (a następnie przystąpić do ulubionych zabaw). Kiedy nie chce wchodzić w codzienny rytm i rytuał. Kiedy chce się odciąć od zgiełku i hałasu towarzyszącego byciu w grupie. Kiedy się nie wyspało. Kiedy nie umie wyrazić swoich potrzeb w sposób, który najłatwiej przyjąć dorosłym (spokojnie, bez nerwów i uniesień).

Jak warto by było wspierać dziecko, aby mu pomóc?

Nie mam złotego środka, który sprawdziłby się w każdym przypadku.

Co nam pomaga?

1.) Rozmowa (zawsze staram się powiedzieć na głos o tym co widzę, co może czuć moja córka. Opisuję również trudność, którą u niej w danym momencie dostrzegam: “Widzę, że bardzo ci się nie chce iść dzisiaj do przedszkola. Wolałabyś chyba zostać cały dzień ze mną w domu”. Staram się również mówić o sobie, o tym, jak ja się czuję, jak sobie radzę, gdy bywa mi trudniej niż zwykle. Tak, by dostrzegła, że mimo, iż jestem dorosła, to mi również czasem się nie chce.)

2.) Przyjęcie trudności dziecka (bywa to trudne szczególnie w sytuacji, w której rodzic również jest podenerwowany i czuje, że za moment uczucia znajdą swoje ujście w mało konstruktywny i bezpieczny dla dziecka sposób. Dlatego warto mówić i nazywać to, co się z nami dzieje. Informujemy w ten sposób drugą osobę, że mamy trudność, że nie jest to związane z naszym dzieckiem lecz ogólnym kiepskim samopoczuciem).

3.) Przytulenie ma ogromne znaczenie (jeśli tylko dziecko ma na to ochotę, warto się tulić, wysyłać ciepłe buziaki w policzek, czoło, głowę powtarzając, że rozdajemy je w większej ilości, żeby łatwiej było nam obu przetrwać dzień)

przytulanie

4.) Powtarzanie, że złość nie jest niczym złym ( idąc dalej złość jest bardzo ważna i potrzebna, gdyż informuje nas o skrywanych potrzebach, pozwala chronić siebie przed dyskomfortem i uczuciem zagrożenia). Warto  jednak pracować nad sposobem okazywania złości tak, by nie był destrukcyjny i szkodliwy dla osób wokół nas.

5.) Dobry humor, jeśli rodzic jest na niego gotowy (celny żart niejeden raz już nam życie uratował. Kiedy wydawało się, że sytuacja jest beznadziejna, w głowie niczym jasna żarówka pojawił się przebłysk…. Wesołe słowo, które rozładowało atmosferę i ułatwiło mi i córce wspólne szykowanie się do wyjścia. Dziękuję, och jak dziękuję za takie chwilowe przebłyski :)).

6.) Rodzicielstwo przez zabawę (opcja dla chętnych, gotowych, mających siły. Dzieci wyczuwają, czy robimy coś z radością, czy pod przymusem. Autentyczność ponad wszystko. Ponieważ moja córka uwielbia obecnie naśladować różne pieski, wchodzę w to. Mówię, żeby wyczyściła łapy, położyła się do koszyka (czyli do łóżka), warowała (położyła się). Ona świetnie, z wielką radością i uciechą wykonuje wszystkie polecenia. Umie również aportować 😉 Zabawa wielokrotnie nam pomaga, z wyjątkiem sytuacji, w których czuję się niewyspana, rozdrażniona, jestem chora, bądź mam poczucie, że dziś nie jest to dla mnie. Warto słuchać siebie i nie działać pod przymusem.)

 

Co utrudnia przebrnięcie przez trudny dzień, poranek, moment w danym dniu?

1.) Oceniające słowa (jesteś spóźnialski, guzdrzesz się, z tobą tak zawsze, wiecznie się ociągasz, ale z ciebie ślimak itp. To słowa – gwoździe – im częściej i mocniej się je wbija dziecku do głowy, tym silniej w niej zostają,  budując mało pozytywny obraz samego siebie).

2.)  Natychmiast się uspokój! (to tak jakby mówić, że biały śnieg jest czarny. Jedno słowo wyklucza drugie. Jak bowiem mały człowiek, który jeszcze nie ma wypracowanych sposobów radzenia sobie z trudnościami, ma NATYCHMIAST powściągnąć emocje i się uspokoić. Pomocne dla osoby dorosłej byłoby pytanie małego człowieka: “Jak mam się uspokoić? Czy możesz mi w tym pomóc i pokazać, jak Ty to robisz?” Mówienie ze złością do równie zdenerwowanego dziecka, aby się uspokoiło jedynie potęguje jego lęk i pogłębia trudne zachowanie).

3.)  Opanuj się! (podobnie jak w powyższym przykładzie, dziecko mogłoby zapytać dorosłą osobę, jak wygląda opanowanie się. Jeśli przed małym człowiekiem wyrasta duży, zdenerwowany dorosły, próbujący go opanować, wówczas komunikacja się rozjeżdża. Dlatego pierwszym i najważniejszym zadaniem dla nas samych jest powrócenie do równowagi, wyciszenie się, policzenie do 10, złapanie kilku głębokich oddechów). Bowiem tylko wtedy będziemy w stanie okazać wsparcie, wyciszenie naszemu dziecku. Tylko wtedy będziemy w stanie POKAZAĆ mu, co oznacza i jak wygląda opanowanie się.

4.) Nie biegaj! (Nie ruszaj się, Nie kręć się, Nie mów, Nie piszcz – negatywne komunikaty działają alergicznie nie tylko na dziecko, ale również na osobę dorosłą. Wyobraźmy sobie, że ktoś w naszą stronę formułuje podobne stwierdzenia. Czy mielibyśmy ochotę współdziałać, czy przeciwdziałać? Warto pracować nad komunikatem pozbawionym “nie” – np. “Zwolnij”, “Przez chwilę siedź spokojnie”, “Spójrz tutaj”, “Poproszę o ciszę” (czasem mówienie szeptem to świetny sposób, aby zyskać dziecięcą uwagę), “Proszę mów ciszej” itp.  Małe dziecko niczym powietrza potrzebuje ruchu, wspinania się, poznawania świata całym sobą. Zyskuje dzięki temu sprawność, poprawia koordynację, zyskuje wiarę we własne siły i umiejętności.

5.) Krzyk i nerwy (jeśli sami jesteśmy w emocjach, nad którymi trudno nam zapanować, również dziecko będzie miało z tym problem. Wielokrotnie pisałam o tym, że dziecko uczy się poprzez obserwację. Możliwość doświadczania i przeżywania różnych stanów dzięki podglądaniu rodzica będącego w procesie radzenia sobie z wyzwaniami jest dla dziecka największą szkołą i nauką).

6.) Porównania z innymi (“Basia na pewno szybciej szykuje się do przedszkola”, “Widzisz, a Kazik sam się już ubiera, a tobie wciąż trzeba pomagać”, “Ania nie płacze tak za mamą jak ty” – porównania działają na niekorzyść wszystkich osób. Wyzwalają w dziecku niechęć do osoby, z którą jest ono porównywane, uczulają na zestawianie się z innymi, znacznie obniżają poczucie własnej wartości. To silny i mocno destrukcyjny komunikat).

7.) Co ty za głupoty wygadujesz! (Nawet jeśli to, co mówi dziecko wydaje nam się niedorzeczne, nawet jeśli fala złości spływa na nas w odpowiedzi na to, co usłyszeliśmy, warto się wstrzymać z powyższym komunikatem. Lepiej powiedzieć o sobie, o swoich emocjach, które wywołują w nas dane słowa, zamiast stosować obraźliwą dla małego człowieka ocenę. Pomoże mu to poznać nasze granice, nasze uczucia.)

 

Każdy z nas ma ciężkie dni, poranki, chwile w życiu. Dobrze jest, abyśmy pozwolili  sobie na ich przeżywanie. Abyśmy sobie czasem odpuścili. Dali prawo do słabości, mówienia o trudnościach i niepowodzeniach. Pozwalali sobie na “niechcenie”.

Szczególnie istotne wydają się być tutaj emocje małych ludzi, którzy dopiero uczą się trudnej sztuki wyrażania uczuć. Zadbajmy najpierw o siebie i swój komfort psychiczny, dzięki czemu będzie nam łatwiej wspierać w trudnościach nasze dziecko. Zapewne któregoś dnia dostrzeżemy efekty tej nauki i w gorszym dla siebie momencie otrzymamy od małego człowieka wsparcie, którego byśmy się nie spodziewali. A jeśli zdarzy nam się popełnić błąd, zareagować zbyt impulsywnie, nie bójmy się przepraszać i rozmawiać o tym z dzieckiem. Ono będzie nam wdzięczne za tak szczere, naturalne i prawdziwe życiowe lekcje.

razem

About

Comments are closed.