Pokaż mi, jak wyglądasz, a powiem ci, co możesz czuć – Grimassimix wchodzi do gry

Dziś chciałabym pokazać Wam fantastyczną grę, która trafiła niedawno do naszego domu. W jednym z konkursów organizowanych przez Instytut Edukacji Logopedycznej jedną z nagród do wygrania była właśnie ta gra. My z Lilą (dzięki szczęśliwemu losowi) mamy przyjemność cieszyć się inną nagrodą (o której napiszę niebawem), jednak Grimassimix zakupiłam niedługo po przeczytaniu krótkiego opisu na stronie Instytutu.

W naszym domu pierwsze szlaki w przygotowaniu do gry przeciera zwykle Marek. Czyta dokładnie instrukcję, po czym woła nas do siebie i wszystko dokładnie objaśnia. Nie było mnie w domu, gdy zagrał z Lilą po raz pierwszy. Kiedy pewnego wieczoru Lila przyniosła mi tę grę i poprosiła, byśmy się razem pobawiły, ucieszyłam się. Lila, gdy zna już zasady, ciekawie mi później je prezentuje. Najczęściej nie muszę już później czytać instrukcji, bo wiem, co mamy robić. Czasami, zdarza się , że gramy według własnych zasad i to też bywa ciekawe. Wychodzimy poza schemat, pobudzamy wyobraźnię, szukamy innych możliwości. Nie w każdej grze jest to możliwe, jednak w Grimassimix kreatywność jest bardzo mile widziana. Gra składa się z dużej, rozkładanej planszy, na której możemy trzy połączone ze sobą kamienice. Każdy zawiera pięć okienek, na których należy położyć twarze dziewczynek i chłopców. Robią oni różne miny, a gracz musi je jak najwierniej i najdokładniej odtworzyć.

W tej grze nie ma klasycznej rywalizacji, jest za to dużo wyzwań, angażujących naszą twarz (wargi, język, policzki, brwi, oczy). Zarówno w logopedii jak i w emisji głosu niezwykle istotna oprócz mowy (z właściwym akcentem, intonacją) jest mimika oraz gesty. Większość dzieci ma ręce zaplecione. Ja widzę tutaj dodatkowe inspiracje do rozszerzenia możliwości zabawy z dzieckiem:

– oprócz twarzy (i mimiki) można by było przygotować i wydrukować kolejne karty zawierające postawę (ciało każdego z nas w chwili określonej emocji – złości, smutku, radości, zaskoczenia, podekscytowania, strachu reaguje w określony sposób – np. zaciskamy pięści, otwieramy dłonie, unosimy ręce do góry, napinamy mięśnie pośladków, ud, brzucha). Gdyby poszerzyć tę grę o dodatkowe karty zawierające różne sylwetki i dowolnie łączyć je z minami, we wspaniały, najlepszy z możliwych sposób (przez zabawę), można by było dziecko zachęcić do samoobserwacji (dokonywania wglądu we własne ciało, w to, co dzieje się z nim w trakcie przeżywania różnych emocji.) Można by było eksperymentować i próbować czy np. podczas radości pojawia się sztywność w ciele, napinanie mięśni. Idąc dalej tym tropem, można by było z dzieckiem rozmawiać na temat możliwych sposobów wyciszania się, relaksowania, wizualizowania. Jednym słowem – już małe dzieci można by było uczyć uważności i sposobów radzenia sobie ze stresem. Ta cenna umiejętność jest możliwa dopiero wtedy, gdy potrafimy obserwować swoje ciało i dobrze z nim współpracować (czyli odpowiadać na jego potrzeby). W grze można by było pobudzić do pracy obie półkule mózgu poprzez karty ukazujące sytuację, w której dziecko np. prawą ręką dotyka lewego ucha lub palcem lewej ręki dotyka nosa. Pisząc to, czuję, że rodzi się pomysł na kolejny wpis – wrócę więc do opisu tej fantastycznej gry 🙂

– bawiąc się z Lilą w miny, zauważyłam, jaką wielką frajdę daje jej odtwarzanie mimiki prezentowanej przez dziewczynkę i chłopca. Zadania wykonywała bardzo dokładnie i z wielkim zaangażowaniem. W krótkim czasie okazało się, że karty nam się skończyły, a chętnie grałybyśmy dalej. Lila zaczęła więc pokazywać nowe, wymyślone przez siebie miny i miała przy tym mnóstwo przyjemności. Umówiłyśmy się, że któregoś dnia zrobimy sobie zdjęcia z różnymi emocjami wymalowanymi na twarzy, zalaminujemy i dołączymy do naszej gry. Nie pierwszy raz dostrzegłam, że wszystko, w co Lila bezpośrednio się angażuje, na co ma wpływ, wykonuje później z dwa razy większą przyjemnością i zaangażowaniem. Kto wie, może pokusimy się również o przygotowanie zdjęć z różnymi rodzajami postaw.

Jedynym, małym moim zastrzeżeniem jest jedna karta, na której chłopiec prezentuje tzw. zeza. Wiedząc, jak ważne jest odpowiednie ćwiczenie oczu i wzroku uważam, że lepiej, aby każde dziecko odtwarzało dobry wzorzec patrzenia. Jeśli chodzi o ten jeden obrazek mówię Lilci, żeby pokazywała tylko układ ust, oczy pozostawiając takie jak na pozostałych obrazkach.

Podsumowując – jeśli poszukujecie ciekawej, nie tylko logopedycznej (choć ta jest idealna do ćwiczeń buzi, warg, policzków, języka), zabawnej gry, śmiało możecie sięgnąć po Grimassimix. Jeśli lubicie zabawy w robienie min, klasyczne wygłupianie się, ta gra Wam to umożliwi. Jeśli, przy okazji, zupełnie niepostrzeżenie dziecko poćwiczy trochę swoją buzię, to czyż może być coś lepszego :)? Uwaga – moja mała rada. Jeśli dziecku nie uda się zbyt dobrze odtworzyć danej mimiki, nie męczcie go. Możecie w sposób mało inwazyjny pokazać mu prawidłowy układ ust, języka mówiąc na przykład: “Zobacz, a ja gdybym była tą dziewczynką/chłopcem to wyglądałabym tak”. Nic na siłę, ta gra ma dawać przede wszystkim dużo frajdy i zabawy. Jeśli dziecko będzie w nią grało regularnie (a ma jakieś problemy w obrębie buzi, języka, warg, policzków) z czasem ma szansę coraz dokładniej odtwarzać różne miny. Zachęcałabym również do angażowania dziecka w wymyślanie własnych min, dodawanie kolejnych elementów do pokazywania (ręce, nogi, całe ciało). Dzieci mogą pięknie pobudzić swoją wyobraźnię i mieć z zabawy wielką frajdę

My ostatnio mamy ją prawie codziennie, bo jak na razie to ulubiona gra Lilci 🙂 Moja również. Bo ja bardzo lubię robić miny 🙂

About

Comments are closed.