Miesięczne archiwum: Kwiecień 2017

Historie opowiadane obrazem …. witajcie na ulicy Czereśniowej

W dzisiejszym wpisie chciałabym przedstawić Wam najlepszą, moim zdaniem, serię książek obrazkowych dla dzieci. Bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Dwie Siostry  wydało te wielkoformatowe, kartonowe książki. Gdybym miała wybrać publikacje, które w pierwszym rzędzie wzięłabym na bezludną wyspę i “czytała” je z Lilcią, z pewnością byłyby to wszystkie części “Ulicy Czereśniowej”. Wszystkie bez wyjątku. Dla nas są wyjątkowe. Przepięknie zilustrowane przez wspaniałą ilustratorkę Rotraut Susanne Berner.

Każda z części daje wiele możliwości do zaangażowanego, wspólnego, kreatywnego, ciekawego spędzenia czasu z dzieckiem. Dzięki Ulicy Czereśniowej dziecko może ćwiczyć:

– nazywanie (przedmiotów, zwierząt, pojazdów, pór roku, zjawisk przyrody, warzyw i owoców itp.)

– utrwalanie wyrażeń dźwiękonaśladowczych (na ilustracjach jest dużo pojazdów, zwierząt i sytuacji, które wraz z dzieckiem można pokazywać za pomocą dźwięku).

– liczenie (ilości przedmiotów, owoców, warzyw, zwierząt na obrazkach)

– wyszukiwanie (postaci i ich przygód, kształtów, kolorów, cech pór roku. Wiele razy oglądając z Lilą daną część zadawałam jej pytanie: “Po czym poznać, że jest wiosna, lato, jesień, zima?” i prosiłam: “Pokaż mi to proszę na obrazku”. Często bawiłyśmy się w wyszukiwanie na danej ilustracji np. skarbów jesieni).

– opanowywanie pojęcia czasu i przemijania  (każda książka odnosi się do innej pory roku, którą odróżnia od poprzedniej pogodowa aura, wygląd drzew, roślinności. Piąta część przedstawia nocne życie mieszkańców Ulicy Czereśniowej.

– rozmawianie o uczuciach, emocjach, relacjach społecznych, sposobach komunikacji (każdy bohater ma różne przygody, a jego reakcja na dane zdarzenie jest odzwierciedlona w wyrazie twarzy, układzie brwi, ułożeniu ust, mowie ciała. Dzięki temu można z dzieckiem rozmawiać o tym, jak różne są ludzkie reakcje na rozmaite sytuacje, które ich spotykają. Możemy oswajać uczucia, podglądając bohaterów, którzy okazują sobie czułość, których łączy miłość i bliska więź. Możemy być również świadkami sytuacji konfliktowych (kłótni, sprzeczek, nieporozumień)

W części wiosennej możemy być świadkami przypadkowego spotkania dojrzałego już mężczyzny z kobietą, która zabrała psa na spacer i pomaga mu w chwili, gdy wywraca się on na chodniku. Znajomość rozwija się obiecująco 🙂

– utrwalanie relacji przyczynowo – skutkowych (wielką wartością przygód bohaterów jest to, że możemy je śledzić na kolejnych kartach, dzięki czemu widzimy, gdzie zmierzają osoby, które na pierwszej stronie wychodzą z domu. Obrazowo jest również pokazana sytuacja, w której widzimy zaczytaną dziewczynę, spacerującą chodnikiem. Kilka stron dalej możemy zobaczyć tę samą osobę, która z powodu swojego zaczytania wpadła w słup i uderzyła się w głowę. Dzięki takim przykładom śmiało możemy rozmawiać z dzieckiem o sytuacjach, w których należy zachować ostrożność oraz zasadach, jakie w związku z tym mogą być zastosowane.

Inna część przygód bohaterów ukazuje lisa, który śledzi gąskę, by ją schwytać (by jednak go dostrzec, trzeba wytężyć wzrok, ponieważ lis podążający za gąską  znajduje się w różnych miejscach. Mały czytelnik nie musi się jednak martwić, gąska wychodzi cało z niebezpiecznej dla siebie sytuacji 🙂

Na poszczególnych kartach możemy śledzić losy różnych bohaterów (np. kobiety i mężczyzny, którzy z okazji święta dyni wybierają największy, wyhodowany przez siebie okaz i prowadzą do miejsca, w którym odbywa się wystawa.

Co ciekawe, bohaterowie z poszczególnych części pojawiają się również w kolejnych. Możemy śledzić ich losy nie tylko podczas wiosny, ale również zajrzeć do nich zimą i zobaczyć, jak aktualnie wygląda ich życie.  Możemy również zobaczyć, czym może się skończyć wyrzucanie śmieci na chodnik lub ulicę – mężczyzna, który wyszedł pobiegać, nie zauważa leżącej przed nim skórki po bananie – potyka się, upada na chodnik i rozrywa sobie spodnie. Można jednocześnie podjąć się wyszukania na ilustracji osoby, która jadła wcześniej banana i mogła wyrzucić skórkę zamiast do kosza, na chodnik. Możemy się zabawić w małych i dużych detektywów, co dla dzieci jest również sporą atrakcją 🙂 Podobnych przykładów, za pomocą których można rozmawiać o relacjach przyczyna – skutek, w każdej z książek bardzo wiele).

– spostrzegawczość (w jednej z części kolorowa papuga chowa się na ilustracjach poszczególnych kart i można z dzieckiem jej szukać. W innej części mamy dwa koty, które przemieszczają się na poszczególnych kartach książki, dobrze ze sobą bawiąc. Czytelnik ma okazję wyszukiwać je na kolejnych ilustracjach i podglądać, co aktualnie robię te zwierzaki :)).

– wyobraźnię i fantazjowanie (z tyłu każdej części można przeczytać ściągę – imiona niektórych bohaterów i opis jakiegoś kawałka ich życia. Jednak ja z Lilą nigdy tego nie czytałam. Opowiadałam jej to, co pojawiało się na kolejnych stronach w sposób, w jaki sama to widziałam. Z ogromnym zainteresowaniem i fascynacją odkrywałam coraz to nowe szczegóły. Tę książkę można oglądać kilkanaście razy i każdorazowo znajdować kolejne, ciekawe szczegóły).

Ulica Czereśniowa to książka, którą wprowadzałam do naszego świata, gdy Lila miała ok. 18 miesięcy i która wspaniale sprawdza się także dziś, gdy Lila skończyła już 4.5 r. Obecnie sama opowiada mi historie, nadaje nowe życie oglądanym bohaterom, bawi się książką i sytuacjami, które w nich wyłapuje. To fascynujące móc obserwować, jak moja córka i jej umiejętności czytelnicze, słowne, rozwojowe zmieniają się wraz z wiekiem przy tych samych książkach 🙂

Na koniec mojej recenzji chciałabym Was zaprosić do przeczytania wymyślonej przeze mnie historii 🙂 Tekst powstał w odpowiedzi na konkurs zorganizowany kiedyś przez Wydawnictwo Dwie Siostry. Zadaniem konkursowym było wybranie jakiegoś bohatera i wymyślenie historii jego życia. Nie ukrywam, że miałam świetną zabawę, mogąc wyruszyć w świat wyobraźni i wymyślić mojej oślicy – Frużelinie ciekawe życie 🙂 Mam nadzieję, że Wy również będziecie się dobrze bawić 🙂 Pozdrawiam Was serdecznie i gorąco zachęcam do sięgnięcia po Ulicę Czereśniową 🙂

M!

Historia o pewnej bardzo urokliwej Oślicy przez duże F. 😉

Moją zdecydowanie ulubioną bohaterką, zamieszkującą ulicę Czereśniową jest oślica Frużelina. Skąd takie imię? Bo tak jak frużelina jest ona słodka i uwielbia się lepić do owoców 🙂

Możecie nie wierzyć, ale zapewniam Was, że nasza cudna oślica urodziła się z…. głodu. W brzuchu swej mamy Apoloni było jej cieplutko, bezpiecznie i swojsko. Jednak Frużelina była nienasycona i wiecznie głodna. Z tego głodu tak wierzgała w brzuchu mamy i uderzała energicznie kopytami, że nadszedł czas, by pojawiła się na świecie.  Swoje pierwsze kroki skierowała do świńskiego koryta, myląc je z własną miską. Być może nie była to pomyłka. Frużelina jeszcze dobrze nie widziała, niepewnie chodziła jednak z nawet bardzo dużej odległości potrafiła zwąchać rozmaite przysmaki. W przyjemności, jaką czerpała z jedzenia, nie było jej równych. Nawet świnki, powszechnie uważane za przodowników podgryzania, nagryzania, zagryzania, wgryzania, zajadania (…)  pozostawały daleko w tyle za Frużeliną. Nasza bohaterka od samego początku zaskarbiła sobie sympatię Pani Haliny , jej bliskich mieszkających w gospodarstwie oraz klientów, którzy odwiedzali stragan z jej warzywami i owocami. Potrafiła łasić się i tulić do przechodniów, muskać i delikatnie łaskotać dłonie dzieci podających jej przysmaki, z zadowoleniem wymachując zamaszyście swym cieniutkim ogonem.

Frużelina to niebywała obserwatorka zagrodowego życia, niezwykle wyczulona na zły nastrój. Gdy tylko zwącha wśród swoich współmieszkańców smutek, złość,  niepokój, natychmiast łowi dla niego smakowite przysmaki i zanosi wierząc, że duża ilość witamin każdemu poprawia nastrój.

Zapewne dlatego Frużelina jest tak pogodną, radosną oślicą, która robi użytek z aktualnej  pory roku. Wiosną kradnie serce pani Hani, która częstuje ją zakupionymi z myślą o zrobieniu szarlotki jabłkami.  Frużelina pół jabłka zjada sama, a drugie pół daje siedzącemu na dachu straganiku krukowi Herbertowi. Ma on chandrę, ponieważ zima się właśnie skończyła. Latem Frużelina pomaga pani Jadzi zbierać truskawki 🙂 Jedne wyławia wprost do własnego brzuszka, a inne zatrzymuje ponownie dla kruka Herberta, który rozpacza, ponieważ latem jest mu za gorąco. Dodatkowo Herbert czuje się obco w zagrodzie wśród białych kur, kaczek, gęsi i kolorowego koguta. Jesienią Frużelina często wybiera się na wycieczki z Anią i Łukaszem. Ponieważ nie lubi przebywać poza gospodarstwem, czuje lęk przed każdym wyjściem z domu. Aby poprawić sobie nastrój, na dworcu podkrada znajomej pani Hani soczyste i słodkie winogrona. Zimą zaś podbiera z koszyka swej ulubionej sąsiadki soczyste jabłuszka (robi to, by poczęstować nimi siedzącego na drzewie kruka Herbera, który ma chandrę, ponieważ zima nadeszła za szybko). Jedynie nocą Frużelina zapada w spokojny, kojący sen, po którym rozpoczyna nowy dzień, podczas którego może nieść ukochanym przyjaciołom owocową pomoc 🙂