Mama to prawda, że dorośli nie płaczą? O łzach, które nie rozróżniają płci…

– “Mama, to prawda, że dorośli nie płaczą?” – zapytała mnie Lilcia pewnego wieczoru.

– “Hmmm…. tu mnie zaskoczyła… Wiele razy rozmawiałyśmy o łzach, płaczu –> pomocnych w zrzuceniu z siebie niewidzialnego ciężaru. Myślałam, że wie…” – analizowałam na szybko, po czym odpowiedziałam:

“Nie Lilciu. To nieprawda. Dorośli również płaczą”.

Nastała cisza, którą przerwałam, mówiąc dalej:

– “Pamiętasz, jak wróciłyśmy kiedyś po wizycie u pani okulistki do domu? Pamiętasz, że wtedy się popłakałam? A jak wysiadłyśmy z samochodu, Ty podeszłaś do mnie i mnie przytuliłaś?”

– “Tak” – odpowiedziała ONA.

– “Widzisz? Jestem dorosła a słowa pani okulistki spowodowały, że zrobiło mi się źle, ciężko, przykro. I potrzebowałam sobie popłakać. I wiesz co się stało? Ten płacz mi pomógł. Poczułam się lepiej.” – kontynuowałam.

ONA słuchała. Zaciekawiona. Zawsze słucha uważnie, gdy mówię o czymś dla niej ważnym. O czymś, co ją interesuje. Co jest jej bliskie. Co potrzebuje poukładać sobie w głowie.

Myślę o tym, jak ważne jest rozmawianie z dziećmi o uczuciach. Nie ukrywanie się przed nimi ze swoim smutkiem, płaczem. Dzieci, aby przyswoić sobie wiedzę na temat życia, relacji społecznych, sposobów radzenia sobie z trudnościami, potrzebują wielokrotnych powtórzeń. Licznych rozmów. Obserwacji nas – dorosłych – “w akcji”. W sytuacjach zarówno dla nas przyjemnych, jak i trudnych. Dobrze, aby miały szansę patrzeć jak my – w sposób nieskrępowany, bez obaw – czymś się cieszymy. “Po dziecięcemu”, okazując entuzjazm i łatwą do rozpoznania radość. Dobrze, aby były świadkami naszych (konstruktywnych) zmagań z rozmaitymi wyzwaniami życiowymi.

Dobrze, by wiedziały, że dorośli (mimo wieku) również:

– płaczą
– popełniają błędy
– denerwują się
– reagują czasem zbyt impulsywnie
– przepraszają
– próbują raz jeszcze
– walczą ze swoją niemocą i niechęcią do porannych pobudek i realizacji rozmaitych działań

Od wielu dorosłych miałam okazję usłyszeć, że płacz bardzo im pomaga. Świadomość, że mogą wylać czasem morze łez bez osądzania, krytykowania, zaprzeczania, jest dla nich niezwykle ważna.

Pamiętajmy o tym w odniesieniu do naszych dzieci. Jeśli kiedykolwiek pojawi się w nas dylemat, jak zareagować na dziecięcy płacz (niezależnie od tego, czy płacze chłopiec czy dziewczynka – płacz bowiem nie rozróżnia płci), zatrzymajmy się na chwilę. Zastanówmy się, czy sposób, w jaki będziemy próbowali wesprzeć bliską nam osobę byłby przez nas samych mile widziany. Podczas płaczu wystarczy drugiemu człowiekowi tylko towarzyszyć. Otulić go niewidzialną ręką (jeśli nie potrzebuje bliskości) i nic nie mówić. Warto podążać za jego potrzebami i przypominać:

“Jestem tutaj. Kiedy będziesz mnie potrzebował, przytul się. MASZ PRAWO płakać. Ja też czasem płaczę. Płacz jest dobry. Płacz jest potrzebny”.

Nie ma nic gorszego niż kumulowanie uczuć i wysyłanie ich wewnątrz siebie, do organizmu. On, prędzej czy później, nam odpowie. I nie będzie to miła odpowiedź.

Zamiast mówić: “Nie płacz”, “Uspokój się”, “Zachowujesz się jak mała dzidzia”, “Chłopaki nie płaczą”, “Trzeba być twardym”, “Przestań już płakać” po prostu BĄDŹMY. Bez osądzania, piętnowania, krytykowania, podsuwania lepszych rozwiązań, zastraszania.

Na komunikat “Uspokój się”, dziecko reaguje często zagubieniem. Bo ono naprawdę bardzo chce to zrobić. Nie wie jednak jak może to zrobić. Dobrze, by miało przy sobie przewodnika, który przeprowadzi go przez tę niełatwą drogę.

“Trzeba być twardym?” – oj nie… nie trzeba. Bycie twardym to ogromny koszt dla małego i dużego człowieka.

“Zachowujesz się jak mała dzidzia” sugeruje, że mogą płakać tylko maluszki. Nie. Dorośli również płaczą.

“Chłopaki nie płaczą” – bardzo często spotykam się z tym zdaniem. “Chłopaki jak najbardziej płaczą i płakać powinny. Im wcześniej dziecko nauczy radzić sobie z trudnościami – także poprzez płacz, będzie miało większą szansę rozwijać swój mózg także w sferze emocjonalnej.

“Przestań już płakać” – bardzo trudno jest zatrzymać w sobie chęć płaczu (choć jest to wykonalne). Nie służy jednak zdrowiu. Płacz zatrzymany w ten sposób lokuje się często w okolicy klatki piersiowej (co można odczuć poprzez bardzo spłycony oddech i usztywnienie ciała) lub w gardle. Nie zdziwiłabym się, gdyby hamowana w ten sposób potrzeba popłakania nie zakończyła się anginą, bólem gardła lub trudnościami w mówieniu.

Zatem – nie bójmy się płaczu. On jest bardzo potrzebny zarówno dla naszej równowagi psychicznej, jak również dla zdrowia. Największym wyzwaniem jest, jak udało mi się już wielokrotnie zaobserwować, przyjęcie osoby, która płacze. Przyjęcie jej bez uwag, komentarzy. Z miłością, zrozumieniem, szacunkiem. To zdecydowanie umiejętność warta praktykowania i ćwiczenia. I życzę Wam tego, abyście potrafili zarówno płakać, jak i przyjmować płacz drugiej osoby 

M!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *