„Książka, dzięki której zaczęłam czytać” –> Gdybym się nie bała… to bym ZMIAN w życiu dokonała…

To będzie chyba mój najdłuższy wpis. Najbardziej osobisty i szczególny. Dlaczego? Jeśli dotrwacie do końca mojego tekstu, będziecie mieli okazję się dowiedzieć 🙂

 

Jakiś czas temu na blogu Dagmary Sobczak (www.socjopatka.pl) przeczytałam o Akcji – “Książka, dzięki której zaczęłam czytać”. Jako zadeklarowana i nałogowa “książkoholiczka” zapragnęłam wziąć udział w akcji i podzielić się z czytelnikami swoim książkowym odkryciem z gatunku literatury rozwojowej.

I.) CO TO ZA AKCJA?

Jak akcję opisuje sama Dagmara?

„Akcja „Książka, dzięki której zacząłem czytać” to projekt mający na celu wyłonienie najlepszych książek z każdego gatunku literackiego. Każdy bloger biorący udział w Akcji przedstawia jedną książkę, która jego zdaniem jest najlepszą pozycją, od której warto zacząć przygodę z danym gatunkiem.

Dodatkowo Akcją chcemy przekazać, że jest wiele ciekawych gatunków literackich, często przez nas nieodkrytych, w których inni zaczytują się bez pamięci.

Akcja trwa od 01.07.2017 do 31.07.2017 roku. Po jej zakończeniu na blogu Organizatora Akcji pojawi się lista wszystkich tytułów, z którymi chcemy Was zapoznać.”

II.) DLACZEGO LITERATURA ROZWOJOWA? – “krótkie” wyjaśnienie 🙂

Czytam, od kiedy sięgam pamięcią. Uwielbiam czytać i otaczać się książkami. Uważam je za swoich najbardziej wyjątkowych, codziennych towarzyszy. Zawsze biorę ze sobą do łóżka jedną, dwie lub trzy wybrane publikacje i wybieram z nich tę, na którą aktualnie mam największą ochotę 🙂

Gdy byłam małą dziewczynką, a później nastolatką czytałam głównie literaturę młodzieżową. Do dziś wspominam wakacje, podczas których niemal połykałam oczami i głową książki Małgorzaty Musierowicz 🙂 Do dziś ze wzruszeniem i wielkim sentymentem wspominam ten czas.

Gdy rozpoczęłam studia pedagogiczne, ogrom swojego czasu przeznaczałam na lekturę rozmaitych książek o tematyce wychowania, rozwoju dzieci, psychologii. Mało uwagi poświęcałam samej sobie i pracy nad rozmaitymi obszarami swojego życia. Zawsze potrafiłam znaleźć mnóstwo wymówek, które chroniły mnie przed wglądem w to, jak funkcjonuję, jakie są moje nawyki, czy mogę poprawić jakość swojego funkcjonowania. Zdarzało mi się (i nadal zdarza) robić różne rzeczy na ostatnią chwilę i (pomimo stresu) być wówczas najbardziej wydajną i efektywną. “Ostatnia chwila” jednak wiele mnie kosztuje – nerwów, zdrowia, nieprzespanych nocy.

Przez większą część mojego życia poradniki motywacyjne i rozwojowe, które widziałam w księgarniach, omijałam szerokim łukiem. Bywało, że przystawałam przy nich na moment głównie po to, by przyjrzeć się dokładniej okładce lub przeczytać spis treści. Tak to już z nami – ludźmi jest. Gdy, pomimo mało nam służących nawyków, funkcjonujemy we względnym spokoju, wówczas nie mamy wielkiej motywacji, by coś z tym zrobić. W naszym otoczeniu panuje chaos? Trudno, widocznie tacy jesteśmy. Mamy problem z dobrą organizacją? Tak też się zdarza. Widocznie to wynik naszej nie podlegającej zmianie natury. Ciężko nam doprowadzić jakąś rzecz do końca? Widocznie nie było to nam pisane. Nasz umysł potrafi znaleźć tysiące, jeśli nie setki podobnych wymówek, dzięki którym nie musimy działać. Jesteśmy wytłumaczeni. Możemy kontynuować nasze codzienne życie. Taki był mój schemat i dotychczasowy scenariusz. Tak funkcjonowałam przez wiele, wiele, wiele lat. Potrafiłam chronić samą siebie przed podjęciem działania ze strachu, wygody, pragnienia poczucia bezpieczeństwa i trwania w tym, co znane, a przez to przewidywalne i mało zaskakujące.

Jak to się zatem stało, że dojrzałam do tego, by sięgnąć po literaturę rozwojową?

Największą motywacją okazało się dla mnie pojawienie się mojej córki na świecie. Przeniesienie odpowiedzialności z samej siebie na małą, bezbronną, zależną ode mnie i męża istotę sprawiło, że zapragnęłam zacząć nad sobą pracować. Po to, by być dobrą, wspierającą swoje dziecko mamą. Po to, by móc mu przekazać wartości, w które wierzę. By nauczyć ją tego, co pomoże jej  pokonywać  rozmaite wyzwania i trudności. By pokazać jej, jak można mówić o uczuciach, potrzebach i emocjach. Jak można mówić o własnym lęku, obawach, radości, smutku, trudnościach, dylematach. By pokazać jej, jak można radzić sobie z codziennymi wyzwaniami, jak chociażby pośpiech, korek uliczny, trudności zawodowe. Mając przed sobą i przy sobie małego człowieka z wielkimi, bacznie mnie obserwującymi oczami poczułam TO. ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Za moją córkę. Za jej komfort psychiczny w myśl słów “szczęśliwa, spokojna mama to szczęśliwe, spokojne dziecko“. Zdałam sobie sprawę, że dla samej siebie mogę mieć nieco pesymistyczne nastawienie do życia. Że mogę się czegoś bać, nie wierzyć w siebie, wzbraniać się przed zmianą. Mogę uprawiać legalne czarnowidztwo, bez większych konsekwencji dla innych (choć konsekwencje takiego działania były, rzecz jasna).

Gdy jednak my – ludzie –  mamy poczucie, iż obserwuje nas mały człowiek, którego kochamy nad życie, stosunek do samego siebie zmienia się diametralnie.  Myślę, że każdy rodzic potwierdzi moje słowa –> wszyscy chcemy wychować dzieci:

-szczęśliwe,

-pewne siebie,

-mające:

–> wysokie poczucie własnej wartości,

–> wiarę w siebie,

–> pogodę ducha,

–> odwagę do mierzenia się z wyzwaniami,

– nie zrażające się niepowodzeniami,

-mające szacunek do siebie i do innych ludzi

-lubiące siebie i innych

-lubiące życie.

Dopiero kiedy moja córka przyszła na świat zdałam sobie sprawę z tego, że przyszedł najwyższy czas na rozpoczęcie pracy nad sobą. Na odłożenie na bok wymówek pt.: “Nie chce mi się, nie umiem, nie dam rady” i zadbanie o jak największą samoświadomość oraz wiedzę na temat własnych nawyków bądź mechanizmów chroniących nas przed dokonywaniem zmian.

Zatem rozpoczęłam. Intensywną pracę nad sobą.  Zaczęłam brać udział w wielu warsztatach dla rodziców, które niebywale poszerzyły moją perspektywę. Pokazały mi, co w rodzicielstwie jest ważne. Czego potrzebują dzieci –> autentycznego, prawdziwego, nieidealnego, lecz pracującego nad sobą rodzica.

III.) Dlaczego “30 dni do zmian” Edyty Zając?

Pewnego dnia, przeglądając internetowe strony, natknęłam się na profil Edyty Zając. Organizowała akurat u siebie konkurs poświęcony bliskiej mi tematyce (komunikacji z dziećmi). Postanowiłam wziąć udział w tym konkursie i szczęśliwie Edyta przyznała mi książkową nagrodę. Bardzo polubiłam jej profil, teksty, opisywaną i analizowaną przez nią tematykę. Stałam się jej regularną czytelniczką.  Kiedy więc pewnego dnia  przeczytałam u niej wpis informujący o tym, że niebawem światło dzienne ujrzy jej pierwsza książka, wiedziałam, że chcę ją mieć. Nie po to, by kurzyła się na mojej półce lecz po to, bym mogła dzięki niej i z nią pracować. By, z jej pomocą, dokonać zmian w swoim życiu.  Zmian, które okażą się dobre nie tylko dla mnie, ale dla całej mojej rodziny.

“30 dni do zmian” rozpoczyna opowieść Edyty o jej wizytach u pacjentów krakowskiego Hospicjum. Edyta wspomina rozmowę z 97 – letnią, samotną panią Stanisławą, która bardzo lubiła jej odwiedziny. Ostatnie zacytowane zdanie wypowiedziane przez Panią Stanisławę bardzo mnie poruszyło:

“Ja jestem sama – mąż mnie zostawił, dzieci też. Ale to była moja wina. Ja niczego nie chciałam dla siebie. A tyle miałam planów i pomysłów. Niczego dla siebie i zobacz, jak kończę. Nie pozwól, żeby to się zdarzyło Tobie. Tylko rób, co Ci serce dyktuje. I rozum. Co jest dobre dla Ciebie”.

Słowa Pani Stanisławy, dojrzałej kobiety, która przeżyła życie i kończyła je w smutny sposób, bardzo mnie poruszyły. Do dziś sięgam do tego fragmentu książki, by przypomnieć sobie ważną rozmowę Edyty z doświadczonym człowiekiem, który dzieli się swoimi doświadczeniami. Bardzo lubię ludzi w sile wieku. Uwielbiam z nimi rozmawiać. Słuchać opowieści o ich życiu, trudnościach, sukcesach, wzruszeniach. Wiele się od nich uczę. Czerpię z ich doświadczeń. To najpiękniejszy rodzaj nauki, jaki może istnieć. Biorę z niej elementy, które mogą mi pomóc być lepszym człowiekiem i sprawdzam, czy potrafię zgodnie z nimi działać.

We wstępnie do swojej książki Edyta wita czytelnika słowami:

“Nie wiem, w którym momencie życia jesteś. Możesz być w poważnym kryzysie, który każdy zauważa – rozstanie z kimś ważnym, problemy zdrowotne, samotność, trudne chwile w życiu zawodowym. Możesz też być w kryzysie,  o którym wiesz tylko Ty. Nagle zauważyłeś, co jest źródłem Twoich problemów. Zetknąłeś się z niechęcią innych ludzi lub nie wiesz, czy droga, którą wybrałeś, jest właściwa. Nie widzisz sensu, jesteś zmęczony, chcesz poczuć, że cokolwiek z tego, co robisz, prowadzi Cię do jakiegoś celu”.

Dlaczego JA sięgnęłam po książkę Edyty?

Bo czułam, że potrzebuję ZMIANY. Że znajduję się w dziwnym momencie swojego życia, w którym towarzyszy mi wiele, wiele dylematów:

“Czy posłać już córkę do przedszkola, czy jeszcze “chwilę” poczekać? Co zrobić ze sobą, jak ona pójdzie “do dzieci”? Czy wrócić do pracy, którą zostawiłam, czy iść w stronę własnych marzeń? Czy wrócić do tego, co znane, lecz nie daje mi satysfakcji, czy też szukać tego, co mi bliższe?”

Gonitwa podobnych myśli była momentami nie do zniesienia.

Miałam dosyć:

– własnego strachu

-lęku przed zmianą lub zrobieniem czegoś nowego, co wymagałoby podjęcia ryzyka.

W tamtym czasie cie lubiłam zmian. Bałam się wszystkiego, czego nie znałam. Z tego okresu pochodzi jeden z bliższych mi tekstów, które napisałam pod wpływem impulsu – pt. “Gdybym się nie bała…”.

Opisałam w nim wszystkie rzeczy, które zrobiłabym, gdybym tylko odłożyła na bok swój strach. Byłam już bardzo zmęczona moim lękiem oraz setkami obaw, które nie musiały się przecież ziścić. Człowiek, zanim rozpocznie jakąkolwiek zmianę, musi najpierw dojść do momentu mocnego kryzysu, by zyskać motywację, gotowość i odwagę, aby się wspiąć w górę.

Książka Edyty Zając przyszła do mnie w idealnym momencie mojego życia. Gdy czułam wielkie niezadowolenie z samej siebie, gdy miałam poczucie, że stoję w miejscu i boję się ruszyć w nieznane. Wizja wypuszczenia z domu mojej córki wydawała mi się nie do przejścia. Bywały chwile, gdy czułam się zmęczona, przytłoczona codzienną rutyną. Wiedziałam jednak, co w danym dniu mnie czeka, co mam robić, jak się zorganizować. Zmiana schematu wiązała się z wytrąceniem z dotychczasowej, bezpiecznej równowagi. Czułam jednak, że rola mamy już mi nie wystarcza. Że potrzebuję realizować się również zawodowo. Nie wiedziałam jednak, w czym. Miałam problem z nadmiarem interesujących mnie rzeczy i dokonaniem wyboru.  Stałam więc w miejscu. Bo skoro jest tyle opcji (pedagogika, logopedia, emisja głosu, pisanie tekstów, tworzenie nagrań), to jak sięgnąć po to WŁAŚCIWE?

Odpowiedzi na to pytanie postanowiłam poszukać w najbardziej sprawdzony w moim przypadku sposób – sięgając po książkę. Od dnia, w którym znalazła się ona w moich rękach minęły już dwa lata. Czy wiecie jak bardzo moje życie zmieniło się od tego czasu? Na końcu wpisu Wam to pokazuję 😀

W “30 dni do zmian” Edyta Zając bardzo obrazowo opisuje, czym jest ZMIANA:

“Zmiana jest wspaniałym doświadczeniem, pozwala na odkrycie prawdziwych pragnień, odziera ze złudzeń i przybliża do SAMODZIELNEGO kreowania swojego życia. Dokonując zmian, które są przemyślane, działasz jak Napoleon Bonaparte – przejmujesz dowodzenie, zastanawiasz się nad przeszkodami, jakie mogą pojawić się w Twoim życiu, obierasz sobie cel i nie rezygnujesz z niego. A do tego – nastawiasz się na sukces (jakkolwiek go nazywasz). Chcę Twoich zmian – sprawdźmy, jak możemy polepszyć naszą codzienność”.

Brzmi jak slogan reklamowy? Jeśli masz takie poczucie, być może oznacza to, że jeszcze nie jesteś gotowy/ gotowa do zmian lub masz inny pomysł na wprowadzenie ich w życie. Do mnie te zdania bardzo przemówiły. Wiele razy pisałam to Edycie, że jej książka pojawiła się w moim domu w doskonałym momencie. Byłam GOTOWA. Chciałam ZMIAN, nawet jeśli czułam, że mogą być dla mnie czasem bolesne, niewygodne, uwierające moją głowę i serce.

Edyta swoją publikację podzieliła na cztery części:

1.) TYDZIEŃ WYRZUCANIA ZBĘDNYCH RZECZY (ile ja dobrych zmian dzięki temu rozdziałowi dokonałam. Zaczęłam porządkować swoją przestrzeń, pozbywać się rzeczy, które przez lata trzymałam w domu, a z których zupełnie nie korzystałam. Pozbyłam się sentymentalizmu i skupiłam na tym, co naprawdę ważne. Notatki ze studiów, z których nie korzystałam, zostały wyrzucone. Podobnie jak tona gazet, które trzymałam “na pamiątkę”. Najtrudniej było mi uporządkować ubrania, ale i to zrobiłam. I robię do dziś. Bo co jakiś czas orientuję się, że moja szafa wymaga przejrzenia i dokonania selekcji). Dzięki temu rozdziałowi nauczyłam się planować, określać własne cele, marzenia, plany, ujmować je w czasie, podejmować się ich realizacji. Zeszyt, który założyłam sobie przy okazji lektury książki Edyty mam do dziś. Czy wiecie, że właśnie DZIŚ mogę odhaczyć całkiem pokaźną listę zrealizowanych planów, celów, pomysłów wcielonych w życie?

2.) TYDZIEŃ PRÓBOWANIA CZEGOŚ NOWEGO (ten rozdział był bardzo ważnym dla mnie rozdziałem, w którym praktycznie, metodą bardzo małych, momentami maciupkich kroków, robiłam rzeczy wbrew utartym schematom, próbowałam, eksperymentowałam i sprawdzałam, jak się z tym czuję. Zaczęłam bardziej myśleć o sobie i potrzebie realizacji własnych potrzeb, pracy nad sobą po to, by żyło mi się lepiej. Dodatkowo zauważyłam, że jak ja się lepiej czuję, jestem spokojniejsza, szczęśliwsza, to przekłada się mocno na kondycję całej mojej rodziny i bliskich mi ludzi. Niesamowita sprawa, która znajduje swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Dodatkowo zaczęłam sobie pozwalać na to, by pokazywać swoje umiejętności, nie chowając ich w myśl wcześniejszego przekonania, iż “nie wypada, bo ktoś uzna to za brak skromności i pokory“. Zaczęłam to robić, ponieważ czułam, że jest coś, czym mogę, chcę i potrzebuję dzielić się z innymi ludźmi. Oczywiście nie wszystko mi się udało. Nadal pracuję nad tym, aby mniej się przejmować i częściej uwalniać swoją głowę od nadmiaru natrętnych, często krytycznych myśli. Uwalniać siebie od pułapki pt. “Co inni pomyślą/ powiedzą?”. Dziś jednak wiem, że ZMIANY wymagają czasu. Dlatego też ten czas daję sobie samej.

3.)TYDZIEŃ PERFEKCYJNEGO STYLU ŻYCIA (Jeśli sięgniecie po książkę Edyty, dobrze Wam radzę, abyście ten rozdział porządnie odrobili. To rozdział, który zachęca do zadbania o siebie, skupienia się na wielu obszarach własnego życia, między innymi na sferze: fizycznej, emocjonalnej, psychicznej, profesjonalnej, duchowej oraz sferze relacji. Z tym rozdziałem bardzo dobrze jest solidnie popracować. Tylko wtedy będziecie bowiem w stanie dostrzec efekty własnych działań i podejmowanych prób. Ja z nim wciąż pracuję i co jakiś czas odświeżam sobie różne treści, wracam do zadań i na nowo je wykonuję. Dlaczego? Ponieważ ciągle się zmieniam, zatem i na rady zawarte w tym samym rozdziale reaguję inaczej –> obecnie z dużo większą otwartością, świadomością i zapałem niż kiedyś.

4.) TYDZIEŃ PLANOWANIA I ORGANIZACJI (to kolejny rozdział zachęcający do bardzo wytężonej pracy. Jak sama jego nazwa wskazuje, pomaga przejść przez proces zaplanowania rozmaitych działań tak, by zacząć dostrzegać ich efekty. Zatem zanim sięgniecie po książkę – lub też równolegle z zakupem, zaopatrzcie się w gruby zeszyt, kilka długopisów – w razie gdyby jeden za szybko się wyczerpał- oraz  wczas dla samej/samego siebie).

 

Gdybym miała podsumować, jak zmieniło się moje życie od czasu lektury powyższej publikacji, potrzebowałabym wrócić do mojego pierwszego wpisu, stworzonego przed rozpoczęciem zmian:

 

Czerwiec 2015:

“Gdybym się nie bała…” (cytuję oryginalny wpis, w którym nie wprowadzam poprawek :)):

– Gdybym się nie bała, to dziś już bym stała…. na płycie lotniska w Nowym Jorku albo Grecji albo Hiszpanii.
– Gdybym się nie bała, dziś prowadziłabym zajęcia na kilku uczelniach, bo bardzo lubię przekazywać innym wiedzę i współpracować z ludźmi.
– Gdybym się nie bała, już dziś pisałabym bloga – o mowie i wymowie (czyli mojej wielkiej pasji), o życiu, rozwoju dzieci, cudownych książkach, które potrafią prowadzić pięknie przez dzieciństwo, rozwoju w ogóle, o wspaniałych rodzicielskich momentach, których doświadczam dzięki córce oraz o tych, o których nie zawsze chce się pisać z obawy przed…. .
– Gdybym się nie bała, już moja pierwsza książka z opowieściami dla dzieci leżałaby na półkach w księgarni.
– Gdybym się nie bała, właśnie przygotowywałabym do otwarcia lokalu, do którego zapraszałabym każdego, kto ma ochotę na odrobinę relaksu, rozwoju, motywacji, pysznej kawy i domowego ciasta.
– Gdybym się nie bała, naprawdę byłabym optymistką 🙂
– Gdybym się nie bała, to bym rewelacyjnie gotowała (sama nie wiem, czy to ja boję się gotowania, czy ono boi się mnie ;)).
– Gdybym nie bała się ciszy, to często bym milczała (gdyż czasem najbardziej wymowna jest cisza właśnie).
– Gdybym się nie bała, byłabym w 100% sobą (tą milej widzianą i tą, którą znają mnie wyłącznie najbliżsi) bez zastanawiania, co sobie ktoś pomyśli.

Sądzę, że wokół mnie jest mnóstwo kobiet i mężczyzn, które z różnych względów wstrzymują się przed rozmaitymi działaniami, bo zawsze jest strach i lęk o coś lub z jakiegoś powodu. Życie jest tylko jedno, nie można go przeżyć w strachu przed innymi, a przede wszystkim przed samą sobą. I oby choć jedna rzecz z wyżej wymienionych ruszyła do przodu, jestem przekonana, że inne poszłyby za nią lawinowo :)”

 

25 stycznia 2017 r., na moim profilu napisałam tekst odnośnie zmian wprowadzonych w życie począwszy od czerwca 2015 r.:

ZMIANY Ruszyły….

-Pod koniec sierpnia (2016 r.) powołałam do życia swój profil i swojego bloga (Mowosfera).

-Rozpoczęłam realizację i upublicznianie swoich nagrań – których tworzenie sprawia mi ogromną przyjemność.

-Mam możliwość prowadzenia zajęć z Emisji Głosu, dzięki czemu bardzo dużo się uczę

-Nie piszę już tylko “do szuflady” lub roboczego folderu “Myśli luźne”, tylko wyrzucam je w tzw. społeczny świat.

-Coraz bardziej lubię ciszę i potrafię ją przyjąć – szczególnie w relacji z drugim człowiekiem. Lepiej niż kiedyś potrafię zrozumieć swoje granice, potrzeby i plany oraz o nie zadbać.

Jedynie do samolotu wciąż przekonać się nie mogę 😉 A naprawdę chętnie stanęłabym na płycie lotniska w ciekawym amerykańskim mieście 🙂 Wierzę, że kiedyś to marzenie doczeka się spełnienia. Również gotowanie nadal próbuje mnie do siebie przekonać, co wychodzi naprzemiennie – raz smacznie, raz po prostu znośnie. I, mam nadzieję, że kiedyś rzeczywiście powstanie projekt “Gdybym się nie bał/a…” dla każdej kobiety/mężczyzny, która/y o czymś marzy i marzenia te na razie wkłada do swojej prywatnej szuflady z obawy przed… Takich obaw miewamy setki, jeśli nie tysiące.

A jak jest dziś? 28 lipca 2017 r.?

Czy wiecie, gdzie będę za miesiąc o tej porze? Jeśli zdrowie, siły i inne okoliczności okażą się sprzyjające?

W…. Nowym Jorku właśnie 🙂

Trzymajcie za mnie kciuki, bowiem niełatwa to była dla mnie decyzja. Okropnie boję się latać. Wizja spędzenia ponad 9 godzin w samolocie wydaje mi się absolutnie przerażająca 🙂 Jestem jednak zwarta, gotowa i szczęśliwa, że odważyłam się sięgnąć po zrobienie rzeczy, która ze wszech miar mnie przeraża 🙂

Dziękuję Ci Edyto za Twoją książkę i dotychczasowy kontakt. Okazuje się, że nie takie zmiany straszne, jak się je sobie w głowie kreuje.

Wam również życzę odwagi do dokonywania zmian w życiu i realizowania mniejszych oraz większych marzeń 🙂 A do aktywnej i pracowitej lektury “30 dni do zmian” Edyty Zając gorąco zachęcam.

M!

About

Może się również podobać...

One thought on “„Książka, dzięki której zaczęłam czytać” –> Gdybym się nie bała… to bym ZMIAN w życiu dokonała…

  1. Socjopatka.pl

    Lipiec 28, 2017 at 11:29am

    Super! Ja bardzo lubię książkę rozwojowe, a tej jeszcze nie miałam okazji czytać. Nadrobię na pewno! 🙂

    Dziękuję za udział w Akcji i podzielenie się swoją historią 🙂

    • Author

      mowosfer

      Lipiec 28, 2017 at 9:14pm

      Dagmara, bardzo polecam Ci książkę Edyty 🙂 Jestem ciekawa, jakie są Twoje rozwojowe typy i co byś poleciła 🙂 Pozdrawiam ciepło 🙂

  2. Inga

    Lipiec 28, 2017 at 7:25pm

    Oj, nie taki długi ten wpis 🙂 Ledwo zdążyłam się wygodnie rozsiąść z pachnącą herbatą, upić kilka łyków a już się skończył 🙂 Gratuluję Ci Magdo podjętego wyzwania i osiągniętych wyników. W lipcu 2017 jestem taką Tobą z 2015 roku i to, co napisałaś jest dla mnie bardzo ważne. Dziękuję. I proszę – pisz. W trudnych dla mnie chwilach swoimi tekstami porządkujesz mi głowę.

    • Author

      mowosfer

      Lipiec 28, 2017 at 9:14pm

      Droga Ingo, BARDZO Ci dziękuję. Że znalazłaś czas, aby przeczytać mój wpis. Za Twoje budujące słowa, które są dla mnie bardzo motywujące do dalszego pisania 🙂 Jak ja się cieszę, że są jeszcze osoby, którym chce się czytać długie teksty 🙂 Wzruszyło mnie to, co napisałaś. Życzę Ci z całego serca odwagi do dokonywania zmian i sięgania po realizację nawet najbardziej nierealnych marzeń. Wiem po sobie, że wiele hamulców produkuje głównie głowa. A gdy człowiek przyzwala sobie na działanie, próbuje, wówczas dzieją się dla niego rzeczy niezwykłe. Takich niezwykłych, dobrych zmian życzę w Twoim życiu. I dziękuję za zachętę do pisania – bardzo wiele to dla mnie znaczy 🙂

  3. Danka

    Lipiec 31, 2017 at 11:46am

    Nie będę się rozpisywać o rozwojowych książkach, bo to moja codzienna praca. Za to chciałam pogratulować podjęcia decyzji i konsekwencji w działaniu. często bowiem ludzie czytają a nic do swego życia nie wprowadzają. Życzę zadowolenia w NY, na pewno sił starczy i zdrowia na tą piękną podróż w przyszłość.

Aby wysłać wiadomość potrzebna nazwa i adres e-mail