“Kiedy nadchodzi smutek” …

SMUTEK.

Niełatwa emocja.

Myślę nawet, że jedna z trudniejszych w doświadczaniu i przeżywaniu.

Wielu ludzi niekomfortowo czuje się w chwili, gdy bliska im osoba się smuci. W odpowiedzi na tą emocję mogą pojawić się próby pocieszania i szybkiego stłumienia smutku. Upchnięcia go pod powierzchnią. Owym próbom mogą towarzyszyć słowa:

– “Nie smuć się.”

– “No już, uśmiechnij się.”

– “Szkoda życia na smutek.”

– “I po co się tak smucić?”

– “Inni mają gorzej.”

– “Będzie dobrze.”

Każdemu z tych słów przyświeca dobra, jak się domyślam, intencja. Chcemy szybko i skutecznie odciągnąć uwagę danej osoby od doświadczanej przez nią emocji.

Chcemy przynieść ulgę również sobie, ponieważ możemy się źle czuć w chwili, gdy komuś, komu dobrze życzymy, jest smutno.

Niedawno brałam udział w bardzo treściwym webinarium prowadzonym przez Anitę Janeczek – Romanowską, autorką bloga Być bliżej. Nierzadko wspomina o tym również Gosia Stańczyk. O czym?

O tym, iż każda emocja (ta przyjemna oraz ta trudna, niekomfortowa dla nas i dla innych) powinna się dopełnić. Mieć swój początek, rozwinięcie i zakończenie. Niczym dobra opowieść. Emocja jest taką opowieścią: o nas, o naszym życiu, potrzebach, pragnieniach, rozterkach, wyzwaniach, z którymi przychodzi nam się mierzyć na co dzień. Emocja zawsze stanowi informację. Aby jej właściciel mógł ją należycie odkodować, powinien przyjąć ją do swego życia i codzienności. Nie upychać w swym wnętrzu, nie wypierać z głowy, serca i ciała jej istnienia. Nie walczyć z nią. Nie silić się na “dzielność”, “radzenie sobie”, “bycie twardym”.

Dojrzałość emocjonalna polega na tym, że jesteśmy w stanie dostrzec istnienie określonych uczuć i podjąć próbę zlokalizowania ich w naszym ciele. Ustalenia przyczyny ich pojawienia się.

Dlatego też, jak podkreślają Anita Janeczek – Romanowska i Gosia Stańczyk, emocja musi wybrzmieć, pokonać określoną drogę. Jeśli mowa o dziecku doświadczającym smutku – my – dorośli możemy pomóc młodemu człowiekowi w przeżyciu i doświadczeniu tego uczucia.

Warto mu powiedzieć, że SMUTEK nie musi być nieproszonym gościem. Że zawsze pojawia się PO COŚ. Ma pewne zadanie do spełnienia. 

Kilka lat temu zaczęłam świadomie odkrywać i zagłębiać się w temat emocji, uczuć, przeżyć i potrzeb. Na jednym z warsztatów dedykowanych rodzicom dowiedziałam się, PO CO jest smutek.

Dlaczego się pojawia? Otóż SMUTEK stanowi odpowiedź naszego ciała i serca na doświadczoną lub uświadomioną sobie stratę. Mówi, że tęsknimy za czymś, czego już nie ma, nigdy nie było i już nigdy nie będzie. Tęsknimy za naszym wyobrażeniem danej rzeczy, co do której mamy pewność, iż się nie ziści. Różne mogą być przyczyny smutku. Ważne, by je rozpoznać i nie walczyć z nimi. Przyjąć, przeżyć i … iść dalej. Bez walki, bez upychania smutku niczym nieproszonego gościa.

Bardzo się cieszę, że na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej książek, które wyjaśniają nie tylko tym młodszym, ale również starszym czytelnikom, jak zawiły jest świat emocji i jak można sobie radzić z dyskomfortem wynikającym z ich pojawienia się.

Dziś chciałabym polecić Waszej uwadze książkę absolutnie niezwykłą. Na szczęście bardzo oszczędną w treści  i ilustracji. Dlaczego piszę “na szczęście”? Ponieważ ten temat nie powinien, w moim odczuciu, zostać w książce przegadany i przerysowany. Powinien zostawiać przestrzeń na przeżycie treści i jej odebranie zgodnie z tym, co w duszy każdego czytelnika gra.

Kiedy nadchodzi SMUTEK” E. Eland, Wydawnictwa Mamania to książka, która, w moim odczuciu, powinna znaleźć się w każdym domu i na stałe zagościć w biblioteczce na półce dedykowanej książkom o emocjach. Wyjaśnia ona, kiedy i jak może pojawić się w naszym życiu ta niełatwa emocja. Ukazuje, jak możemy się czuć, gdy jej doświadczamy i jak możemy próbować sobie z nią radzić. Opowieść o SMUTKU pokazuje, czym może skutkować próba upchania go w najgłębsze zakamarki tak, by nie musieć się z nim mierzyć.

Dalsze strony to mini przewodnik dla mniejszego i większego czytelnika, pomocny w oswojeniu tej niełatwej emocji. Zawiera tekstowe i graficzne wskazówki na temat tego, jak możemy poradzić sobie  ze smutkiem. Jak możemy go przyjąć do swej codzienności, oswoić, zrozumieć.  Gdy będziemy przeglądać (zakładam, że wiele razy) poszczególne strony, okaże się, że istnieje naprawdę sporo sposobów poradzenia sobie ze smutkiem. Grunt to dobry wgląd w siebie tak, by spośród wielu możliwości wybrać tą, która NAM pomoże. Która w naszym przypadku okaże się pomocna i skuteczna.

“Może smutek chce tylko wiedzieć, że jest mile widziany” – sugeruje Autorka książki. Może… może właśnie w tym tkwi sedno. W przyjęciu do swego życia każdej emocji i przyjrzenie się jej. Przyjrzenie się sobie. Dotarcie do własnego wnętrza. Zrozumienie, że emocje nie są naszym wrogiem, z którym musimy walczyć. Przeciwnie, one są naszym sprzymierzeńcem, który pomaga nam zadbać o psychiczny komfort. Szczególnie w chwili, gdy ich siła przesłania nam racjonalną ocenę sytuacji.

Kochani, bardzo polecam Wam tą niezwykłą książkę. DO wielokrotnej lektury i wielokrotnego wglądu. Do przerobienia. Polecam Wam do niej wracać w potrzebie. Zachęcam Was, abyście znaleźli w sobie odwagę, aby przyjąć nie tylko swój smutek, ale przede wszystkim smutek dziecka i bliskiej Wam osoby. Bez próby zepchnięcia go do wnętrza lub zupełnego wyparcia ze swego życia. Z wdzięcznością i otwartością. Z gotowością przepracowania go w sobie oraz towarzyszenia młodemu człowiekowi, który aktualnie go doświadcza (lub będzie doświadczał w bliższej lub dalszej przyszłości).  Smutek bowiem jest ważny i potrzebny. Niczym tlen do oddychania. Dodatkowo jeśli potrafimy zrobić użytek z własnego oddychania, wówczas wzmocnimy nasz organizm i przyniesiemy mu tak potrzebny spokój i ukojenie. Podobnie będzie ze smutkiem. Jeśli dostrzeżemy w nim zasób, z którego będziemy mogli skorzystać, wówczas łatwiej nam będzie przyjmować również inne emocje i innych ludzi z bogactwem doświadczanych przez nich uczuć.

Kończąc chciałam napisać jeszcze słowo o ilustracjach, które w moim odczuciu bardzo dobrze współgrają z treścią. Są oszczędne, minimalistyczne. Delikatne barwy nie męczą oczu. Wręcz odwrotnie, doskonale uzupełniają poruszany temat. Trochę wygląda to tak, jakby rysowało je dziecko, dwoma lub trzema ulubionymi kredkami.  Ilustracje i treść dają przestrzeń na interpretację, refleksję i przemyślenie głównego tematu książki.

Jestem pewna, że wraz z Lilą będziemy do niej bardzo często wracały. 7 lat to wiek, w którym emocje mojej córki są zmienne, mają różne natężenie, różne źródło i przyczyny. Z pomocą nowości Wydawnictwa Mamania łatwiej nam będzie zrozumieć, dlaczego w jej życiu pojawia się smutek i o czym ją informuje. Mi samej pomoże lepiej zrozumieć tą emocję i poradzić sobie z jej odwiedzinami.

Jeśli już macie tą wyjątkową książkę w swoim domu, bardzo chętnie poznam Wasze wrażenia po lekturze.

Pozdrawiam Was Kochani serdecznie,

M!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *