Dzień maluszka – o pewnej książkowej serii dla najmłodszych z niezwykłą historią w tle…

Chciałabym Wam dziś pokazać bardzo ciekawą propozycję książeczek dla najmłodszych, której autorką jest Izabela Michta.

Zanim przejdę do prezentacji trzech przygotowanych przez nią książeczek pozwolę sobie na słowo prywaty.

Izabelę “odkryłam” przypadkiem. Trzy lata temu, sięgnęłam do naszej biblioteczki. Na półce leżała książka “Ukryte znaczenia, czyli zabawy słowami” (Wydawnictwo Greg). Otworzyłam ją i zaczęłam Lilci czytać. Tak się nam ona spodobała, że jeszcze tego samego dnia poleciłam ją w jednym z moich wpisów.  Jakiś czas po jego opublikowaniu pojawił się komentarz od Autorki, którą ucieszyło to, że z Lilą sięgamy po zbiór przygotowanych przez nią homonimów (wyrazów o identycznej pisowni i wymowie lecz różnym znaczeniu). Do dziś wspominam z uśmiechem, jak odpisałam Izie: “Oooo znasz “Ukryte znaczenia?””, chwilę później orientując się, że piszę do ich twórczyni 🙂

Dla mnie od tego właśnie wpisu rozpoczęła się serdeczna z Izą znajomość, którą przypieczętowałyśmy ubiegłorocznym krótkim, lecz bardzo sympatycznym spotkaniem we Wrocławiu.

Bardzo lubimy z Lilą książki, opowiadania i wiersze, które tworzy Iza. Miałyśmy przyjemność przeczytać wiele wydanych publikacji, jak również te czekające na ubranie się w formę papierową (za każdym razem, gdy Iza pisze coś nowego , bardzo jej kibicuję i trzymam za nią kciuki. I marzę o tym, by kiedyś w swoim wydawnictwie wydawać jej książki, wiersze i opowiadania. Nie boję się pisać o tym marzeniu, mam bowiem nadzieję, że prędzej czy później je zrealizuję).

DZIŚ cieszę się razem z Izą, że jeden z jej książkowych pomysłów i projektów doczekał się publikacji. Zanim zaprezentuję Wam trzy dedykowane najmłodszym czytelnikom książeczki chciałabym napisać w paru słowach o niezwykłej w moim odczuciu historii, jaka za ich powstaniem się kryje.

Autorka wpadła na pomysł stworzenia tej serii, gdy jej młodszy syn Krzyś miał kilka miesięcy a starszy Wojtuś – dwa latka. Brakowało jej propozycji dla maluszków, która byłaby połączeniem Księgi Dźwięków Wydawnictwa Dwie Siostry (zawierającej bogactwo wyrażeń dźwiękonaśladowczych) oraz książkami z nieco dłuższym tekstem (jak 4 części Wydawnictwa Zakamarki “Gdzie idziemy?”, “A dlaczego?”, “Jest tam kto?”, “Wymyśl coś!” Anny Clary – Tidholm) zachęcających dziecko do interakcji i zabawy.  Izabela podzieliła dzień maluszka na trzy pory dnia (Poranek, Popołudnie oraz Wieczór) choć początkowo były one zamknięte w jednym opowiadaniu. Ich rozdzielenie okazało się według mnie bardzo dobre, ponieważ dzięki niemu możemy z dzieckiem rozmawiać o upływie czasu i nazewnictwie, które określa, czy wciąż jest ranek, czy może nadeszło już południe.


Ponieważ Izabela dobrze wiedziała, jak chce, aby ułożone przez nią zdania zostały ujęte w obrazie, napisała do ilustratorki – Agaty Matraś, która zrealizowała jej zamysł. Dzięki temu każda z książeczek zawiera proste ilustracje z przykuwającymi uwagę kolorami oraz grubym konturem. Takie, które z powodzeniem mogłoby wykonać dziecko. Bardzo podoba mi się fakt, iż są one na BIAŁYM, nie rozpraszającym uwagi tle, dzięki czemu młody czytelnik może skoncentrować się w pełni na ilustracjach oraz ciekawej czcionce z wyróżnionymi kolorem wyrazami.

Wyobraźcie sobie, że ten pomysł narodził się w głowie Izy już 3 lata temu.  Niestety, pomimo gotowego tekstu i przygotowanych ilustracji utknął w wydawnictwie na dwa lata. Szczęśliwie się złożyło, że na wydawniczej drodze pojawiło się Wydawnictwo Papa Mili, które zdecydowało się dać życie wymyślonemu przez Izę projektowi.

W ciągu trzech lat książeczki żyły prawdziwym, pięknym czytelniczym życiem. Nie chcąc, aby młodszy syn wyrósł z tych książeczek lecz mógł w pełni korzystać z możliwości wspierania mowy i rozwoju, jakie one dawały Iza wpadła na pomysł. Wydrukowała stworzone przez Panią Agatę Matraś ilustracje, na każdej napisała przygotowane przez siebie zdania i tak przygotowaną całość połączyła, tworząc trzy cudne opowieści. Na poranek, popołudnie oraz wieczór. Jestem w stanie wyobrazić sobie jakie wzruszenie odczuwa Izabela DZIŚ, gdy książki w wersji drukowanej ujrzały światło dzienne. Wiedząc, jaka historia kryje się za ich powstaniem ja również bardzo się wzruszam, bo mocno kibicuję wszystkim tworzonym przez nią historiom, opowiadaniom, bajkom i wierszom.

Pozwolę sobie napisać Wam w kilku słowach o książkach, które mam przyjemność trzymać w rękach i które zostały w naszym domu przyjęte z entuzjazmem. Zarówno przez moją prawie 8-latkę, która czyta swemu półrocznemu bratu cudnie rymowane zdania, pokazując to, o czym mowa w opowieści: buziaczki, cmokanie, przytulanie, śmiech, śpiewanie.

Bardzo podoba mi się fakt, że książki są lekkie, cienkie i mają utwardzane strony. Ich format to kwadrat z zaokrąglonymi rogami. Książeczki spokojnie zmieszczą się do nieco większej kobiecej torebki lub plecaka. Można je śmiało zabierać w podróż.

Nasz najmłodszy – prawie 6 – miesięczny czytelnik z dużym zainteresowaniem ogląda poszczególne ilustracje, które mu siostra układa, gdy leży na brzuszku. Tu już na zmianę z Lilą czytamy Nikosiowi poszczególne zdania odtwarzając zachowania bohaterów (moim ulubionym są przytulasy :)).

Każda część: Poranek, Popołudnie oraz Wieczór nawiązuje do czynności, które można wykonywać w czasie ich trwania. Z ich pomocą można dziecku opowiadać o rytuałach towarzyszących poszczególnym zajęciom np. rano zdejmujemy piżamę, witamy się z rodzicem lub rodzicami, jemy śniadanie, idziemy na miły spacer (niezależnie od tego, czy jest słońce czy wiaterek – uwielbiam ten fragment. Wskazuje coś, co odkrywałam przez długie lata – mianowicie, że nie ma złej pogody na spacer :)).

BARDZO podoba mi się płynne i naturalne przejście z Poranka w Południe dzięki ostatniemu zdaniu z części pierwszej:

“Uśmiecham się do rodziców cudnie i wtedy nadchodzi….” tu możemy sięgnąć po część drugą i przeczytać dziecku na głos jej tytuł: …“Południe”.

Na południe autorka przewidziała kolejną moc atrakcji, w tym pałaszowanie mojej ulubionej zupy pomidorowej (z makaronem w kształcie kokardek :)),  zabawę z tatą oraz samodzielne aktywności takie jak: budowanie wieży z klocków, malowanie, skakanie (małe dzieci żyją z ruchu i dzięki ruchowi oraz aktywności fizycznej). Nie brakuje wzmianek o czynnościach domowych takich jak pranie, sprzątanie a także silnych emocjach, które mogą pojawić się w każdej części dnia (uwielbiam książki, z których pomocą można z dzieckiem rozmawiać o ważnych sprawach, jednocześnie dobrze się przy nich i z ich pomocą bawiąc).

Nie wiedzieć kiedy Południe ustępuje miejsca Wieczorowi, w czasie którego jest czas na zabawę i miły czas z rodzicami, przygotowanie kolacji, kąpiel, dużo czułości  i przytulasów, śpiewanie do snu a co najważniejsze… wspólne czytanie (które ze wszystkich codziennych aktywności jest mi najbliższe :)).  Wieczór podoba mi się także dlatego, że pomaga budować rytuał przed snem (czyli schemat działania: kolacja, kąpiel, wspólne czytanie, kołysanki , duuuużo bliskości, ziewanie, kołdrą nakrywanie i… zasypianie).

Każdą część serii “Dzień maluszka” można wykorzystać do różnych celów:

– do rozwijania mowy i ćwiczenia wyrażeń dźwiękonaśladowczych;

– do wspólnej z dzieckiem zabawy w naśladowanie gestów, mimiki, zachowań;

– rozmawiania o emocjach;

– rozmawiania o porach dnia, rytuałach, czynnościach, które można wykonywać: po przebudzeniu, przed posiłkiem, po powrocie do domu, przed snem;

– zilustrowania (z pomocą mamy lub taty) własnego dnia i opisania najczęściej powtarzających się czynności;

– zabawy w rytmikę, muzykę, wspólną gimnastykę

Czuję, że najnowsze książki Izy będą nam często towarzyszyły w kolejnych LATACH. Uważam, że będziemy po nie sięgali w różnych momentach. Być może kiedyś wspólnie z Lilą i Nikosiem stworzymy własną, na domowy użytek skrojoną, ilustrowaną opowieść o naszym dniu. Dzień maluszka na pewno posłuży nam za inspirację. Myślę, że takie wspólne pochylenie się nad codziennością, powtarzalnymi działaniami może być dla dziecka przyjemne, ciekawe a przede wszystkim odkrywcze. Na co dzień wiele rzeczy robimy odruchowo, niemal automatycznie, bez zastanowienia. Pochylenie się nad własnym planem dnia stanowi bardzo dobrze ćwiczenie uważności.

Jeśli szukacie książki, która rozwija mowę, wspiera w nabywaniu i odtwarzaniu wyrażeń dźwiękonaśladowczych, gestów oraz mimiki oraz umila czas spędzony z dzieckiem zachęcam Was do sięgnięcia po Dzień Maluszka. Trudno tu oddzielić jedną część od pozostałych. Dla mnie trzy opowieści stanowią zgrabną całość, która pięknie się uzupełnia i płynnie przechodzi z jednej w drugą.

Książeczkom patronuje mój ukochany kolorowy molik, reprezentujący inicjatywę czytelniczą, której autorką jest również Izabela . Znacie akcję #wolemole? To akcja promująca czytelnictwo wśród dzieci już od najmłodszych lat. Na tylnej okładce przeczytacie następujące zdanie:

“Wspólne czytanie książeczek z serii Dzień maluszka będzie dla Was wspaniałą przygodą – wiemy to z autopsji! Współdzielenie czytelniczych podróży i perypetii jest najprzyjemniejszym elementem wychowania prawdziwego mola książkowego :)”

Nie bez powodu jest tu napisane WSPÓŁDZIELENIE – nie ma dla mnie przyjemniejszej podróży niż ta, która prowadzi do ciekawych światów, domów, bohaterów. Warto zaopatrzyć się w ciepły koc (jeśli jest chłodny dzień), ciepłe kakao lub aromatyczną herbatę, możliwie szeroki fotel lub łóżko. Będąc blisko, wspólnie z dzieckiem można wyruszać wszędzie, gdzie nasza dusza zapragnie.

Czytajmy dzieciom i z dziećmi. Już od najwcześniejszych lat. A raczej… od pierwszych dni życia. Czytanie jest ważne i ma znaczenie. Seria Poranek, Południe i Wieczór może być takim właśnie towarzyszem na pierwsze miesiące i lata życia dziecka. Aktualnie to sprawdzamy i potwierdzamy 🙂

M!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *