Mamo, tato, ja się boję…. o strachu, który boli

Gdy zamykam oczy, przypominam sobie siebie z lat przedszkolno – szkolnych. Widzę dość odważną dziewczynkę, która uwielbiała publiczne wystąpienia. Nie pamiętam, abym czuła tremę. Pierwszy wyraźny obraz pochodzi z czasów, gdy miałam ok. 6 lat. Wcieliłam się w rolę śnieżynki w przedszkolnym teatrzyku. W szkole podstawowej, z wielkim zaangażowaniem i zapałem występowałam na rozmaitych przedstawieniach, konkursach, uroczystościach i było mi z tym dobrze. Właściwie czułam się jak ryba w wodzie. Zdarzało mi się zapomnieć tekstu, pomylić. Jednak, gdy miało to miejsce, uśmiechałam się, próbując wrócić na właściwe tory 🙂 Nie przypominam sobie, abym odczuwała strach lub tremę. Jeśli nawet się pojawiała, to umiałam sobie z nią poradzić.

Lila jest inna niż ja. Nie przepada za publicznymi wystąpieniami. Obserwując ją mogłabym śmiało rzec, iż na chwilę obecną w ogóle ich nie lubi. Kosztują ją dużo stresu, nerwów. Przyprawiają o ból brzucha i gorączkę. Kiedy po 3 tygodniach chorowania powróciła do przedszkola, jej przyjście przypadło na dzień, w którym trwały ostatnie próby do wystąpienia z okazji dnia rodziny. Miało mieć miejsce następnego dnia. Zaskoczenie, jakiego Lila doświadczyła, zupełnie odebrało jej siły. W trakcie całego dnia pobytu w przedszkolu uczestniczyła tylko w zajęciach obowiązkowych. Resztę czasu przeleżała oraz przesiedziała bez energii i zaangażowania. Gdy przyjechała do domu i wyszła z auta, zobaczyłam wycieńczone dziecko. Z gorącym czołem. Od razu po ściągnięciu butów, skierowała się do pokoju i poprosiła o przytulenie. Chciała tylko, żebym była blisko i czytała jej bajki. Odmówiła zjedzenia obiadu. Nawet ulubionych truskawek i czereśni nie była w stanie zjeść. Zmierzyłam jej temperaturę. Ponad 38.5 stopni. Dostała lek i …. w moment usnęła. Po godzinie 17. Czułam, że tego potrzebuje. Ochłonąć, odpocząć, poczuć się bezpiecznie. Mówiła, że się boi, że nie czuje się na siłach, by wystąpić w przedstawieniu. Doskonale to rozumiałam. Wielu dorosłych, którzy po dłuższym urlopie wróciliby do pracy i mieli wykonać na drugi dzień ważną prezentację, czułoby się podobnie. Dopiero gdy Lila pospała, była gotowa coś zjeść. Widać było, że pozbywa się stresu. Wieczorem jednak wciąż gorączkowała. Jej organizm protestował i bronił się przed tym, czego tak bardzo się bała.

Mogłabym pokusić się o słowa: “Lilciu, nic się nie bój. Będzie dobrze. Nie ma się czego bać. To tylko przedszkolne wystąpienie“. Mogłabym iść o krok dalej i porównywać ją do innych dzieci lub do siebie: “Zobacz, nie jesteś sama. Nie ty pierwsza i nie ostatnia. Inne dzieci tak się nie boją. Ja w twoim wieku byłam odważna i dzielna“. Mogłabym wejść na inną, bardziej manipulacyjną nutę: “Dasz radę. Tak bardzo chciałabym zobaczyć, jak mówisz dla mnie wierszyk lub śpiewasz piosenkę“. Mogłabym robić jeszcze wiele, wiele innych rzeczy, które sprawiłyby, że ONA czułaby się gorzej. Które być może spowodowałyby, że ona “wzięłaby się w garść”, a później odchorowałaby to silniej niż w postaci gorączki i bezsilności. Nie chcę, by musiała słyszeć powyższe słowa i czuć presję doścignięcia do abstrakcyjnego wzoru. To, że ja sobie radziłam nie znaczy, że ona MUSI. To, że uwielbiałam publiczne wystąpienia nie znaczy, że ona powinna być do mnie podobna i realizować moje pasje, ambicje i plany. Staram się spełniać w swoich działaniach zawodowych, by oddzielać SIEBIE od Lilci. By nie ciągnąć ją na siłę w stronę swojego. Ona wie, co robię i czym się zajmuje. Często towarzyszy mi w przygotowywaniu zajęć na uczelnię lub materiałów na warsztaty. Obserwuje, jak realizuję swoje zainteresowania. W części z nich ze mną uczestniczy, ponieważ jak tylko mogę zabieram ją na różne spotkania autorskie bądź warsztaty. Gdybym zobaczyła, że ona nie chce, że to nie daje jej radości, odpuściłabym. Ona nie żyje po to, aby mnie w jakiś sposób zadowalać, lecz żeby poznawać siebie, odkrywać te obszary, które będą dawały jej zadowolenie. Z szacunkiem do ludzi i siebie samej.

Gdy zdarzają mi się rozmaite rodzicielskie wyzwania, staram się podchodzić do sprawy zadaniowo. Jeśli widzę, że stres pozbawia ją sił, nie bagatelizuję: “To nic, nic się nie dzieje, dasz radę”. Nie boję się, że potwierdzając jej uczucia tylko je pogłębię. Mocno wierzę w to, że człowiek, który jest zrozumiany, dostrzeżony, przyjęty z trudnymi uczuciami, potrafi lepiej sobie poradzić z wyzwaniem niż osoba, której wmawia się, że ma czuć i robić INACZEJ. Nieraz spotykam się z komentarzami: “Ty to masz tylko jedno dziecko, więc łatwiej Ci się mówi. Masz jedno, to na jednym się koncentrujesz”. Tak, to prawda. Mam jedno dziecko. Ale nawet gdybym miała więcej, dalej robiłabym to, co teraz. Pracowała nad samą sobą. Nad byciem dobrym człowiekiem, wystarczająco dobrą mamą. Rozwijałabym w sobie cechy, dzięki którym mojemu dziecku lub dzieciom być może żyłoby się lepiej. Inny rodzaj zarzutów brzmi następująco: “Co z tego, że ty tak się starasz, jak pójdzie do szkoły i zetknie się z tym chamstwem. Ona musi wiedzieć, jakie jest życie”. “I się dowie” – odpowiadam. Najważniejsze jest dla mnie to, aby miała świadomość, że ma gdzie wracać po ciężkim dla siebie dniu, w którym doznała przykrości, wyzwań ponad jej możliwości. Że w domu czekają na nią mama i tata, którzy przytulą, gdy będzie tego potrzebowała. Czasem bez słów i zbędnego pocieszania. A gdy zobaczą, że słowa jednak są mile widziane, to powtórzą, że dla nich ona jest w sam raz, najlepsza taka, jaka jest tu i teraz. Że nie musi być JAKAŚ. Że ma PRAWO: mieć tremę, stresować się przed wystąpieniami publicznymi, mieć swoje zainteresowania, być inna niż jej rodzice.

Gdy dostrzegam, z czym na dany moment Lilci jest szczególnie trudno, wówczas szukam… Tam, gdzie jest mi najłatwiej. W książkach, które mogą pomóc i jej i mi przejść przez trudne sytuacje.

W zabawkach, które posłużą za wsparcie. Podsuwam jej rozmaite gniotki, piłeczki, które do woli może uciskać, by pozbywać się nadmiaru napięcia. Po przedszkolnym stresie wyciągnęłam książkę “Kret sam na scenie”. W niej główny bohater próbuje sobie radzić ze strachem przed publicznym wystąpieniem. Dodatkowo staram się z Lilą jak najwięcej rozmawiać o różnych emocjach, które potrafią zawładnąć ciałem dużego i małego człowieka. Pokazuję znane mi ćwiczenia oddechowe warte uwagi i ćwiczeń. Wiem, że takie rozmowy odbędą się u nas jeszcze wiele, wiele, wiele razy. Bo oswajanie trudnych emocji, nauka radzenia sobie z nimi to długi proces. Wymagający zaangażowania, świadomości, ćwiczeń. Wszystko po to, by umieć sobie pomóc, gdy pojawią się w życiu wyzwania. A tych na pewno ani Lilci ani mi nie będzie brakowało.
M!

About

Może się również podobać...

One thought on “Mamo, tato, ja się boję…. o strachu, który boli

  1. Magdalena/ AsertywnaMama.pl

    Czerwiec 22, 2017 at 12:41pm

    czytałam, wzruszona opisem stresu Lilci. Doczytałam do końca – jak rozwiązałyście tę konkretną sytuację. Jeśli możesz napisać? pytam ku inspiracji ale też z kciukami trzymanymi za Lilę. (bardzo podoba mi się Twoje podejście do emocji które przeżywała Lila w tej sytuacji)

    • Author

      mowosfer

      Czerwiec 23, 2017 at 6:32pm

      Asertywna Mama – dziękuję Ci za Twój komentarz i zainteresowanie tematem. Jeśli chodzi o tę konkretną sytuację to przede wszystkim dużo z Lilą rozmawiałam. Powtarzałam jej, że ma prawo odczuwać stres, lęk, niepokój przed publicznym wystąpieniem. Że jeśli po tak długiej przerwie od przedszkola nie czuje się gotowa, aby wystąpić przed dużą grupą rodziców, to porozmawiamy z Panią, aby znaleźć jej inną funkcję, aby nie potęgować stresu. Czytałam z nią książkę “Kret sam na scenie”, rozmawiałam o uczuciach, emocjach i o tym, co stres potrafi zrobić z ciałem człowieka. Podpowiadałam, jak może sobie pomagać – ćwiczyłyśmy wspólnie oddychanie. Myślę, że na jednym razie się nie skończy. Myślę, że takich rozmów będzie jeszcze bardzo dużo, bo stres to na tyle trudne i powracające uczucie, które towarzyszy nam często w życiu. Dziękuję Ci Asertywna Mamo za komentarz 🙂 I pozdrawiam serdecznie 🙂

  2. sandra

    Czerwiec 22, 2017 at 5:44pm

    Ja akurat nie mam tego problemu- moja córka jest wręcz zbyt śmiała, pewnie musi być trudno ośmielić takie dziecko jak Twoje.

    • Author

      mowosfer

      Czerwiec 23, 2017 at 6:33pm

      Łatwo czasem nie jest, jednak traktuję to jako wyzwanie i naukę na przyszłość. Zapewne jeszcze wiele występów przed moją córką, a więc sytuacje, w których będzie potrzebowała wsparcia, niejednokrotnie się powtórzą 🙂 Pozdrawiam ciepło 🙂

Aby wysłać wiadomość potrzebna nazwa i adres e-mail