“Zabiorę Cię właśnie tam… ” – o tym jak LIŚĆ odkrywał DOBRO…

Trzymam w rękach książkę wyjątkową. Myślę, że każda osoba, która czyta regularnie moje wpisy mogłaby postawić mi pewien zarzut: “OK Magda, ale jak mam wybrać książkę godną uwagi, skoro u Ciebie wszystko jest: “niesamowite, niezwykłe, cudne, wspaniałe, wyjątkowe” itp.”

Miałaby rację ta osoba…  Wiele opisywanych przeze mnie rzeczy jawi mi się właśnie jako coś szczególnego, coś, do czego lubię i chcę wracać, ciesząc się, że TO COŚ jest w moim domu. Że mnie otacza, wypełnia moją przestrzeń, umila zmagania z codziennością lub zwyczajnie… daje szczęście.

Jest we mnie dużo wdzięczności, zachwytu nad możliwością cieszenia się obecnością książek w moim domu i życiu.

Oddzielne półki wypełniają publikacje z motywem świątecznym. Na innych stoją pomoce logopedyczne, na kolejnych książki obrazkowe. Wiem, gdzie mogę sięgać, szukając interesującej mnie tematycznie propozycji.

A gdzie znajdzie się “Liść” Julii Rozumek?

Oj… mam problem z właściwym ulokowaniem tej książki w swoim domu. Dlaczego?

Bo czuję, że nie jest to książka tylko dla dzieci. Uważam, że wielu dorosłych może cieszyć swoje oczy zarówno treścią, jak i przepięknymi ilustracjami. Świadomie napisałam: “przepięknymi“. Katarzyna Stróżyńska – Goraj nadała słowom Julii bajeczną formę – taką, która czyni “LIść” książką podwójnie wyjątkową. Przyznam się Wam szczerze, że gdyby udało mi się spełnić marzenie o własnej publikacji, marzyłoby mi się, żeby pojawiły się w niej podobne w stylu ilustracje.

Ja “Liść” bardzo lubię nie tylko czytać, ale również oglądać. Dlatego tak bardzo kusi mnie  zamówienie u Julii kilku ilustracji, które ozdobiłyby ścianę mojej sypialni lub Lilci pokoju.

Wśród nich jest ta, którą z chęcią widziałabym w swojej kuchni. Wiecie która? Jedna z pierwszych w książce, z dziewczynką stojącą w lesie… z liściem na twarzy.

Jej mina, postawa, zamknięte oczy , rozwiane włosy ukazują pewien rodzaj wolności, pogodzenia się z warunkami, w których się znajduje. Na ilustracji znajduję spokój, umiejętność dostrzegania pozytywnych stron pory roku, która nadeszła… To jest moja, osobista interpretacja… TO widzę w tej ilustracji.  Każdy z Was dostrzeże w niej zapewne coś innego, zgodnego z Waszym aktualnym stanem, uczuciami, potrzebami.

Wiecie, którą ilustrację chciałabym oglądać CODZIENNIE, w dużych ilościach? Tę, w której wypełniony trudnymi emocjami chłopiec tuli się do swojej Nauczycielki, która równie dobrze mogłaby być jego Mamą.

Ilustracja ta i towarzyszący jej tekst jest jedną z moich ulubionych. Chciałabym, aby w naszym domu  nikt nie bał się okazywania uczuć, w szczególności trudnych emocji. Aby każdy wiedział, że niezależnie od okoliczności, może liczyć na ciepło, przytulenie, bliskość. Wsparcie i towarzyszenie w trudnościach.  Julia, jak wspaniale, że pomyślałaś o tym, aby z poszczególnych ilustracji zrobić obrazki, które można u Ciebie kupić właśnie po to, by postawić na biurku, powiesić na ścianie i prawdziwie się nimi zachwycać. Chłonąć kolory oraz przekaz, który poprzez nie płynie.

“No dobrze, ilustracje ilustracjami… ale o czym jest “Liść”? – ktoś z Was mógłby zapytać.

“Liść” to podróż – najkrócej Wam odpowiem… To wyprawa zarówno w rozumieniu dosłownym (liść spada z drzewa i ląduje w/na różnych miejscach (ludziach), obserwując życie, codzienność osób, którym towarzyszy) jak również metaforycznym (mnie zachęcił do głębszego wejrzenia w siebie, refleksji, przemyśleń. Prawdziwie wzruszył.)

Pierwsza strona to bardzo poetycki opis jesieni, z wyszczególnieniem charakteryzujących ją barw i bogactwa kolorów. Julia z dużą lekkością i swobodą opisuje liście poszczególnych drzew (dzięki niej utrwaliłam sobie ich nazwy, a nawet zajrzałam do Internetu, by zobaczyć, jaki jest kształt i wygląd poszczególnych liści). Każdy z nich wykonuje na wietrze inny przypisany mu taniec (walca, cza-czę, fokstrota), opadając na ziemię w indywidualnym dla siebie tempie i rytmie. Bardzo lubię czytać stronę z opisem opadających liści. Często do niej wracam i wyobrażam sobie, jak pokonują przypisaną im trasę…

I tak oto… na kolejnej stronie pojawia się ON – główny bohater opowieści. Liść miłorzębu o bajecznym, falbaniastym kształcie. W kolorze złotobrązowego piasku. Ogonkiem do dołu 🙂

Ląduje na policzku dziewczynki w czerwonych kowbojkach. Na kolejnej stronie mamy piękny przykład dziecięcej ciekawości i uważności. Co mógłby zrobić dorosły, na którego policzku spocząłby “zwykły, natrętny liść”? Prawdopodobnie pospiesznie, z pewną dozą zaskoczenia lub irytacji zdjąłby go z twarzy i rzucił przed lub za siebie. Ale nie dziewczynka. Ona chwyta ten liść w rękę i bacznie się mu przygląda. Zwraca uwagę na jego oryginalny i niecodzienny kształt. Rozgląda się dookoła, próbując znaleźć drzewo, które się z nią tym liściem podzieliło… Nie wyrzuca go, lecz wkłada (ogonkiem do dołu) do kieszeni swej kurtki.

Tym samym liść rozpoczyna swoją podróż. Jest świadkiem powrotu dziewczynki do domu, zadymionego od przypalonych przez mamę naleśników. Mama energicznie macha do dziewczynki, by za chwilę uspokoić ją słowami : “To nic takiego“…

Myślę sobie o wszystkich sytuacjach, w których zdarza się nam – dorosłym – czynić dramat z różnych niepowodzeń (“Jejku, znów mi się nie udało. Ja to jestem łamaga. Ale jestem rozkojarzona i chaotyczna. Nie mam do siebie sił. Nigdy się nie zmienię. Inni mają ze mną sto światów zamiast jednego, spokojnego” – to natrętny, wewnętrzny głos wielu z nas).

Czasem warto sobie powiedzieć: “To nic takiego. Dziś mi się nie udało. Jutro będzie lepiej, przyjdzie nowy dzień.” i iść dalej. Energicznie, z uśmiechem i zgodą na mniejsze lub większe błędy, potknięcia.

“Liść” to podróżnik. Nie zostaje w jednym miejscu na dłużej. Kiedy odbiera cenną dla siebie lekcję, z pomocą podmuchu wiatru zmienia swoją lokalizację. Ponieważ dowiedział się, jak można radzić sobie z niepowodzeniem, przeniósł się w inne miejsce, w pobliże domu, przed którym (na ławce) siedział przejmująco smutny chłopczyk.

Dlaczego jest w takim stanie? Ponieważ swoimi słowami sprawił koledze przykrość (nazwał go “leniem”). Kolega wsiadł na rower i odjechał a chłopiec został z poczuciem winy i smutkiem. Do chłopca podszedł jego Tata, który właśnie wrócił do domu. Pochylił się nad Synem i zapytał o przyczynę łez. Rozpoczyna się wyjątkowa rozmowa… Jaką lekcję odbiera liść dzięki towarzyszeniu chłopcu i jego Tacie? Dowiaduje się, jak z uważnością można słuchać drugiego człowieka, jak można przyjmować jego emocje (smutek, żal) oraz łzy. Jak na te łzy można reagować, pozwalając im się wylać. Jak bywają oczyszczające i pomocne (niezależnie od płci). Tato nie poucza, nie moralizuje, nie prawi długich kazań. W prostych słowach ukazuje sens życia i ludzkich relacji, dodając: “Jeśli przeprasza się kogoś naprawdę, to można tym wszystko naprawić“. Liść miłorzębu “pomyślał, że słowo “przepraszam” ma wielką moc. Że czasami może złagodzić to, co złe, i na nowo odbudować to, co dobre.” Jaka to piękna, życiowa lekcja.

Hej, ale przecież nie każde przepraszam potrafi złagodzić to, co złe. Nie zawsze naprawi daną sprawę” – ktoś z Was mógłby się oburzyć i zaprotestować. “Zdarzało mi się już kogoś przepraszać, a mimo tego ta osoba dalej była urażona” – mógłby ktoś dodać.

Tak… Może i tak się zdarzyć. Jednak po stronie tej osoby pozostaje to, co z naszym “przepraszam” zrobi. Być może potrzebuje czasu, być może poczucie krzywdy i żal są w niej zbyt duże i świeże…W grę jednak zawsze wchodzi… CZAS, o którym również Tato wspomina, mówiąc do Syna: “Teraz pozostaje nam tylko czekać, aż Józkowi minie złość i zapomni“. Czas…

Kolejny podmuch wiatru przenosi liść miłorzębu  na oko, na którym zostaje przez kilka dni, obserwując z ciekawością, jak można się troszczyć o starszą osobę.

Widzi kobietę i dziewczynkę, które spędzają z Babcią czas, dbając o nią najlepiej, jak tylko potrafią… Nakrywają ją kocem, wkładają na stopy ciepłe kapcie, zdejmują okulary. Liść dowiaduje się jak, pomimo świadomości przemijania, można cieszyć się wspólnie spędzanymi chwilami i radować, wzajemnie wypełniając. Czego jeszcze nasz bohater dowiaduje się  podczas swojego kilkudniowego pobytu na szybie? Że dziecko najszybciej, najskuteczniej uczy się przez obserwację i dobry przykład. Że będąc świadkiem pięknej opieki kobiety nad Babcią, mała dziewczynka, zostając z nią sama, w niezwykle rozczulający sposób odtwarza codzienny rytuał, którego była świadkiem: nakrywa Babcię kocykiem, próbuje nakładać jej kapcie, zdejmuje okulary”. Opis tej sceny jest dla mnie wzruszający.

Moim zdecydowanie ulubionym zapisem z podróży liścia po życiu jest moment, w którym dociera on na szkolne boisko i jest świadkiem reakcji dzieci na wynik rozegranego chwilę wcześniej meczu.

Jeden chłopiec jest bardzo rozczarowany, że jego drużyna przegrała. Miotany wściekłością zaczyna kopać plecak. Krzyczy i płacze, czyli robi wszystko to, co wściekli ludzie potrzebują robić, aby ich złość zmniejszyła swoje natężenie. To, czego przyjmowanie sprawia dorosłym trudność i jest dla nich wyzwaniem. Wyrażanie złości przybiera często postać nieakceptowanych społecznie zachowań, które chce się zdusić w zarodku, przerwać. Gdyż są trudne, bolesne, męczące.  Liść obserwuje i widzi, że chłopcu nikt nie mówi: “Uspokój się. Przestań. Nie płacz. Jak się uspokoisz to przyjdź. Trzeba się umieć godzić z przegraną. Ty nie umiesz przegrywać. Jak dasz sobie radę w życiu.” itp. Po raz kolejny nie doświadczymy tu moralizowania, pouczania, negowania i piętnowania dziecięcych, ludzkich emocji, uczucia zawodu, rozczarowania… Mamy szansę nauczyć się, jak warto wspierać drugiego człowieka (niezależnie od jego wieku oraz płci).

Nauczycielka w pierwszej kolejności zajmuje się DUCHEM chłopca, odsuwając na bok zachowanie. Daje mu wsparcie. Mocno go przytula. W jej ramionach chłopiec może się wypłakać, stopniowo  wracając do równowagi, uspokajając się. Dzięki takiej możliwości wyrażenia złości, żalu, zawodu, chłopiec się uspokaja i jedynie jego łzy pokazują, czego chwilę wcześniej doświadczył. To łzy ulgi. Dobre, potrzebne, oczyszczające łzy.

Zaskoczony chłopiec pyta swoją nauczycielkę o to, dlaczego go przytula. “By złagodzić twój gniew (…) I by ci pomóc” – odpowiada ONA.

Na co chłopiec ze zdziwieniem dodaje, że “takie dzieci zwykle złoszczą dorosłych“.

Słowa nauczycielki, które słyszy chłopiec BARDZO mnie wzruszają.

Wiesz, nietrudno jest być obok dzieci, gdy się smucą, gniewają i dąsają. Wtedy potrzebują nas, dorosłych, o wiele bardziej. Byśmy im pomogli im sobie z tym gniewem radzić. (…)

“Tylko teraz musisz mi obiecać, że następnym razem, kiedy znów się tak poczujesz, nie będziesz kopał w plecak…

Nie kończąc zdania pomyślałam sobie: “Oho, czyli jednak nauczycielka go pouczy.Przedstawi sposoby na radzenie sobie ze złością, kładąc główny nacisk na mile widziane zachowanie“.

Ona jednak daje chłopcu lekcję wsparcia i uczy, jak odnaleźć się w skomplikowanym świecie trudnych uczuć, mówiąc:

“… a od razu przybiegniesz się przytulić i powiesz, że jest ci źle.” Jejku, jaka to piękna, lekcja wspierania drugiego człowieka. Jaka wzruszająca. Nauczycielka oferuje swoje ręce, uścisk, przytulenie jako najpiękniejszy rodzaj dawania pociechy, kojenia bólu, trudności.

Liść dostrzega, że jest to niezwykłe i niecodzienne. Że takich ludzi często się nie spotyka,, co potwierdzają jego myśli: “Chciałbym być zakładką w dzienniku takiej nauczycielki“. Po czym wyrusza w dalszą drogę…

Kochani, tutaj czas przerwać moją recenzję. Dlaczego? Chciałabym, abyście kupując tę przepiękną książkę mieli przyjemność z czytania i odkrywania uroków podróży głównego bohatera. Chciałabym, abyście mieli szansę odczytać lekcje, które otrzymuje liść indywidualnie, biorąc dla siebie to, co będzie dla Was najważniejsze i Wam najbliższe. Powiem tylko, że z opisem dotarłam zaledwie do połowy książki. Liść miłorzębu trafi jeszcze do plecaka (a tym samym do wspierającej się rodziny), do domu dziewczynki, która miała MARZENIE, do sklepowego straganu. na leśną polanę, zataczając koło i ostatecznie trafiając do… (tego dowiedzie się już dzięki lekturze książki).

Na koniec chciałabym się z Wami podzielić słowami, które na długo we mnie pozostały:

“Liść miłorzębu (…) pomyślał, że miłość może mieszkać w każdym domu.

Może skrywać się w krótkich chwilach i w kilku słowach.

W małych uczynkach, w dotyku, w oczach bliźniego.

Miłość może istnieć w ciszy.

Trzeba się pilnie przypatrywać i dzięki temu ją odnaleźć.

A potem pielęgnować jak kwiat. Tę miłość podlewać i wystawiać do słońca”.

 

Dodatkową atrakcją (dla małych dzieci szczególnie) może być zabawa w wyszukiwanie liścia na poszczególnych stronach książki. Lila, zanim rozpoczynałam czytanie opisu kolejnej podróży  prosiła o przerwę i uważnie przyglądała się ilustracjom, próbując znaleźć bajeczny w kształcie liść miłorzębu.

Kochana Julio! Chciałam Ci bardzo podziękować za tę opowieść. Za wzruszające lekcje, które wraz z liściem mogłam odbierać. Za przepiękne ilustracje. Za to, że tak życzliwie podeszłaś do mojej prośby i przed wysłaniem książki wypisałaś wzruszającą dedykację dla Lilci (tego samego bym mojej Córce życzyła :*).

Czekam na kolejne Twoje książki. Czuję, że Liść będzie wyjątkowym towarzyszem w czytelniczym życiu mojej Lilci i… że będzie przekazywała go dalej, kolejnym pokoleniom. W naszym domu z pewnością zajmie miejsce szczególne.

M!

 

 

About

Może się również podobać...

One thought on ““Zabiorę Cię właśnie tam… ” – o tym jak LIŚĆ odkrywał DOBRO…

  1. Paulina

    Listopad 8, 2017 at 2:02pm

    Książka z pewnością zagości w moim domu, zapisuję sobie tytuł. Po samej recenzji jestem niezwykle poruszona i wzruszona. Nie mam jeszcze dzieci, ale wiem, że to będzie obowiązkowa pozycja w biblioteczce mojego dziecka.

    • Author

      mowosfer

      Listopad 8, 2017 at 3:48pm

      Paulina, bardzo się cieszę, czytając Twój komentarz. “Liść” jest dobrą lekturą dla każdego 🙂 Cieszę się, że mój opis tej wyjątkowej książki był dla Ciebie ciekawy i wzruszający 🙂 Pozdrawiam ciepło 🙂

  2. Dagmara

    Listopad 8, 2017 at 2:07pm

    jakie piękne ilustracje 🙂 bardzo mnie zaciekawiłaś, gdzie w końcu trafi liść. koniecznie musze kupić, mój 4latek będzie zachwycony.

    • Author

      mowosfer

      Listopad 8, 2017 at 3:46pm

      Dagmara, bardzo, bardzo polecam. Książka jest piękna, ciekawa, mądra. To pozycja obowiązkowa dla każdego – dużego i małego Człowieka 🙂 Pozdrawiam ciepło 🙂

  3. Gosia Ostrowska

    Listopad 8, 2017 at 2:13pm

    Jest po prostu piękna. Fantastyczny wpis.

    • Author

      mowosfer

      Listopad 8, 2017 at 3:44pm

      Małgosiu, bardzo dziękuję Ci za komentarz i dobre słowo 🙂 Cieszę się, że przeczytałaś mój wpis 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

  4. Joanna

    Listopad 8, 2017 at 4:10pm

    Wspaniałe ilustracje, niezwykle romantyczne, jesienne. Mam też kilka książek, które z założenia są skierowane do dzieci a w rzeczywistości to małe dzieła sztuki dla wszystkich.

    • Author

      mowosfer

      Listopad 8, 2017 at 4:46pm

      Joasiu, jak fajnie to wszystko podsumowałaś. Otóż to. “Liść” jest w moim odczuciu w czołówce najlepszych książek tego roku. Jest dziełem sztuki z cudownym przesłaniem. Dziękuję Ci za komentarz 🙂

  5. Karolina

    Listopad 8, 2017 at 8:19pm

    Przepiękna recenzja przepięknej książki! Teraz nie pozostaje nam nic innego jak tylko szybciutko kupić „Liść” i wyruszyć z nim w podróż. Dziękuję Ci za tyle wrażeń.

    • Author

      mowosfer

      Listopad 9, 2017 at 7:45am

      Karolina, bardzo dziękuję Ci za Twój komentarz 🙂 I za przeczytanie recenzji, bo krótka nie była 🙂 Cieszę się, że zachęciła Cię do kupna książki. Nie będziecie zawiedzeni. Ta podróż na pewno Wam się spodoba 🙂 Ślę pozdrowienia i uściski :*

Aby wysłać wiadomość potrzebna nazwa i adres e-mail