“Co to ten rak?” – o ważnych rozmowach na trudne tematy…

Wolałabym, aby takie książki nie musiały być nam potrzebne. Abyśmy wraz z naszymi bliskimi cieszyli się dobrym zdrowiem i długim życiem. Abyśmy nie musieli się martwić o naszą kondycję i mieć pewność, że młodych ludzi, dzieci nie spotka nic złego. Że choroba nie będzie im towarzyszyła w najpiękniejszych latach ich życia (a także w latach późniejszych).

Niestety… rzeczywistość nie pozostawia złudzeń.

Każdego dnia czytam informację o jakimś dziecku lub osobie dorosłej, zmagającej się z nowotworem. Szukającej pomocy i wsparcia pieniężnego wśród ludzi dobrej woli. Borykającej się z rzeczywistością szpitalną. Zmagającej się z bólem wywołanym koniecznością podjęcia natychmiastowego, mocno obciążającego organizm leczenia. Wśród tych osób są niemowlęta, nieco starsze dzieci, nastolatki, studenci, osoby dorosłe (mamy, ojcowie, babcie, dziadkowie, ciocie, wujkowie). Nie ma reguły. Żaden człowiek nie otrzymuje gwarancji, że w życiu nie przyjdzie mu się zmierzyć z tak wielkim i trudnym (jak się domyślam) doświadczeniem, jakim jest choroba własna lub bliskiej nam osoby.

Jak takiej osobie towarzyszyć? Jak z nią rozmawiać o tym,  co ją spotkało? Czy udzielać jej wszystkich informacji, czy może niektórych lekarskich diagnoz jej oszczędzić? Jak zadbać o siebie, by w trakcie towarzyszenia osobie chorej nie ucierpiało nasze zdrowie? Jak rozmawiać o chorobie z dzieckiem (zarówno wtedy, gdy samo zmaga się z nowotworem, jak również wtedy, gdy choruje jego mama, tato, rodzeństwo lub ktoś bliski z rodziny)? Czy w ogóle rozmawiać? A może pominąć ten temat milczeniem?

Jestem pewna, że wielu ludzi, którzy zmagają się z chorobową rzeczywistością ma wiele tego typu pytań i wątpliwości. Gdy cofnę się ponad 2 lata wstecz, przypominam sobie swój pobyt w Stanach Zjednoczonych. Jedną z moich ulubionych rozrywek popołudniowych było odwiedzanie księgarni. Pamiętam, że większe z nich miały całe półki i regały podejmujące temat chorób przewlekłych. Wśród nich były zarówno poradniki dla dorosłych, jak również literatura dla dzieci i młodzieży, wspierająca w lepszym rozumieniu tego tematu. Wiele książek opisywało zmagania mamy z rakiem piersi, inne (na nieco większym poziomie ogólności) podejmowało temat nieuchronności śmierci i wyobrażenia na temat tego, co dzieje się z nami, gdy umieramy.

Gdy po powrocie do kraju zaczęłam przeglądać naszą literaturę i dotychczas wydane książki, udało mi się znaleźć publikacje mierzące się z tematem chorób, śmierci, rozmów o sprawach ostatecznych.

Kiedy dowiedziałam się, że nakładem Wydawnictwa Mamania ukazała się książka  – “Co to ten rak?”, byłam pewna, że chcę mieć ją w swojej biblioteczce. 

Autorką książki jest Sarah R. Herlofsen – doktor biomedycyny i matka czwórki dzieci, mocno zainteresowana tematem komórek macierzystych oraz chorób nowotworowych. Z pewnością na jej zajmowanie się tą tematyką duży wpływ miały względy osobiste: jej babcia oraz dziadek jej dzieci zmagali się z rakiem. Choroby bliskich przyczyniły się do próby zrozumienia tematu przez jej dzieci, które zadawały przenikliwe, proste i szczere pytania. Posiłkując się swoją wiedzą, prowadzonymi badaniami oraz otwartością na dialog Autorka stworzyła poradnik zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Jego celem było zmierzenie się z najczęściej zadawanymi przez młodych ludzi pytaniami, jak również możliwie jasne, obrazowe wyjaśnienie Czytelnikowi, jak i dlaczego nowotwór rozwija się w organizmie człowieka.

Dr Sarah Herlofsen bardzo jasno i obrazowo opisuje, czym jest i skąd się bierze komórka, jak długo żyje i jak pomaga pełnić podstawowe i bardziej skomplikowane funkcje życiowe w zdrowym organizmie.

Jednocześnie, posługując się bardzo ciekawym porównaniem do chwastów porastających ogród i przeszkadzających w  swobodnym i nieskrępowanym wzroście pięknym roślinom, Autorka wyjaśnia, jak oraz dlaczego rozwijają się (i namnażają) komórki “chore”, czyli nowotworowe. Bardzo zapadło mi w pamięć poczynione przez nią rozróżnienie, iż w przeciwieństwie do wirusów i bakterii pochodzenia zewnętrznego, komórki nowotworowe  rozwijają się wewnątrz organizmu. Ta ważna informacja może uspokajać osoby, które się obawiają, że poprzez kontakt z osobą chorą, mogłyby się od niej zarazić. Takie pytania i wątpliwości mają z pewnością dzieci (z pewnością zadają je również osoby dorosłe).

Autorka podkreśla, że (jej zdaniem) ważne jest, by dbać o właściwe nazewnictwo. Takie, które nie będzie wywoływało zarówno u osoby chorej, jak również wśród bliskich jej osób lęku, paniki, niepokoju, rezygnacji z walki o wyzdrowienia. Takie, które będzie dawało sił do walki o zdrowie. Tym samym zachęca ona do następującej zmiany w myśleniu i mówieniu – komórki nowotworowe są “chore” a nie “złośliwe”. Trudno bowiem myśleć o kimś/ czymś złośliwym przychylnie. Ze złośliwością trudno walczyć, natomiast to, co chore można pokonać, podejmując walkę o zdrowie. Takie myślenie może wspomóc proces leczenia.

W swej publikacji Autorka obala mit, iż chorują tylko i wyłącznie osoby starsze. Niestety choroba nowotworowa dotyka również dzieci, rodzeństwo, młodych ludzi i warto mieć tego świadomość. Bardzo podoba mi się podejście  Dr Sarah, iż dzieci zasługują na prawdę. Na szczerość i konkretną informację, dostosowaną do ich wieku. Autorka podkreśla, że nie ma głupich pytań odnośnie raka i że każda dziecięca wątpliwość powinna zostać rozwiana. Unikanie rozmów nie sprawi, że dziecko przestanie interesować się tym tematem. Wręcz przeciwnie, może spotęgować w dziecku lęk i sprawić, że będzie żyło w świecie złożonym z pytań bez jasnych, tak potrzebnych mu odpowiedzi.

W książce pojawia się sporo przykładowych odpowiedzi na ważne dziecięce pytania. Dających młodemu człowiekowi prawo do posiadania własnych emocji związanych z sytuacją choroby. Mierzących się z tematem śmierci i spraw ostatecznych. Stanowiących cenne informacje dotyczące wspierania osób chorych. Opisujących jak wygląda i przebiega ich leczenie oraz czego w tym ważnym dla siebie czasie mogą one potrzebować.

Podoba mi się podrozdział “Co dzieje się z ciałem, kiedy umieramy?”

W pewnym momencie swego rozwoju dziecko zaczyna zadawać powyższe pytania. Pytania, na które my – dorośli – nie znamy odpowiedzi.  Pytania, z którym często trudno jest nam się zmierzyć. Dlatego tak ważne wydaje mi się sięganie po pozycje i publikacje, udzielające wsparcia nie tylko dzieciom, ale również nam – dorosłym.

Autorka książki “Co to ten rak?” robi ukłon w stronę dorosłych Czytelników. W posłowiu znajdują się bowiem często zadawane przez nich pytania, z którymi w sytuacji choroby (swojej lub bliskiej osoby) się borykają. Dr Sarah opisuje przykładowe reakcje dzieci na informację o chorobie nowotworowej kogoś w rodzinie, wskazując iż mogą być (i z reguły są) różne od siebie. To, że dziecko zareaguje wycofaniem nie oznacza, że dla niego ten temat jest nieistotny.  Warto w tym temacie uwzględnić indywidualność młodego człowieka, jego niepowtarzalną osobowość, sposoby radzenia sobie z trudnościami, temperament.

Dlaczego ta książka wydaje mi się tak ważna i obowiązkowa w każdej biblioteczce?

Ponieważ nawet jeśli w naszej rodzinie nikt bezpośrednio nie choruje, to chorują ludzie wokół. Być może w grupie przedszkolnej lub w klasie, do której uczęszcza dziecko, jego kolega / koleżanka zmaga się z chorobą nowotworową. Lub rodzic bliskiej dziecku osoby.  To oznacza, że pośrednio dziecko styka się z tym niełatwym dla siebie tematem i często odczuwa potrzebę, aby o coś zapytać. By coś lepiej zrozumieć. By oswoić lęk, który w młodym człowieku może się pojawić na myśl o własnej chorobie lub chorobie najbliższych mu ludzi.

Duża wartość książki “Co to ten rak?” tkwi w tym, iż kwestie biologiczne (których zrozumienie zawsze było dla mnie wyzwaniem) są w niej naprawdę jasno, obrazowo i bardzo konkretnie opisane. Tak, aby zrozumiał je zarówno młodszy, jak i starszy Czytelnik. O jakość ilustracji zadbała Dagmar Geisler, która (jak sama o sobie mówi) z dużą przyjemnością rysuje ludzi, ponieważ interesuje ją wszystko, co dotyczy relacji międzyludzkich.

Niech poniższe zdanie, będące cytatem z opisywanej przeze mnie książki, pomoże zrozumieć, dlaczego powinna się ona znaleźć w każdym domu.

Dzieci nie oczekują, że my, dorośli, będziemy mieli odpowiedź na wszystko, ale pomaga, kiedy razem z nimi szukamy rozwiązań. Wtedy widzę, że są traktowane poważnie. Dla dziecka może to być zbawienne, kiedy może podzielić się z kimś obawami, pragnieniami i marzeniami, nawet jeśli nie dostanie jednoznacznych odpowiedzi.”

Warto jednak podejmować z dzieckiem dialog, traktować jego pytania i dociekliwość poważnie, z należnym mu szacunkiem. Nie ma bowiem nic cenniejszego niż dziecko, które chce wiedzieć i potrzebuje rozumieć. Niezależnie od tego, czy przedmiotem jego rozumienia są relacje społeczne, czytana książka, oglądana bajka, obchodzone święto czy tak ważny i potrzebny temat, jak choroba i śmierć.

M!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *