Pamiętaj o oddechu… najlepiej o pięciu głębokich oddechach…

Zamknij oczy.

Wsłuchaj się w dźwięki otoczenia.

Skoncentruj swą uwagę na  odgłosach, które docierają do twoich uszu.

Oddychaj.

Spokojnie, niespiesznie. To czas, który sobie dajesz.  Najcenniejszy z możliwych. Świadomy, uważny oddech jest Twoim największym i najpiękniejszym zasobem. Czymś, co możesz zabierać ze sobą wszędzie i wykorzystywać wtedy, gdy poczujesz taką potrzebę.

Skąd będziesz wiedział / wiedziała, że taka potrzeba się w Tobie pojawiła?

Podpowie Ci to Twoje ciało. Ono jest twoim sprzymierzeńcem i przyjacielem. Twoim nauczycielem. Kiedy się napina, możesz mieć pewność, że obszar twych myśli, emocji, potrzeb domaga się uwagi. Gdy boli cię głowa, masz dłonie zaciśnięte w pięści, pojawia się u ciebie nawyk zgrzytania zębami, zjadania własnych ust, obgryzania paznokci, gdy pocą się twoje dłonie, gdy szybciej bije ci serce, gdy masz wrażenie, jakby dzwoniło ci w uszach… To tylko część z pokaźnej listy symptomów wskazujących na to, że warto przystanąć. Zrobić pauzę. Przypomnieć sobie o mocy oddechu.

Gdy znajdujesz się w stresującej dla siebie sytuacji i czujesz, że ciało na nią odpowiada, nie zawsze jesteś w stanie zadbać o zmniejszenie napięcia w sposób, który szczególnie Ci służy. Będąc w pracy, przygotowując projekt w trybie pilnym, znajdując się na poczcie, stojąc w korku, czekając na egzamin, trwając w rodzinnym sporze… nie zawsze możesz wziąć długą, relaksującą kąpiel, pójść pobiegać, wykrzyczeć swoją frustrację, potańczyć, pojeździć na rowerze, poćwiczyć się…  Jest jednak COŚ, z czego możesz skorzystać ZAWSZE i WSZĘDZIE. Co jest twoim podręcznym kołem ratunkowym. Pod warunkiem, że wykorzystywany świadomie, uważnie, cierpliwie, z intencją udzielenia sobie pomocy. Ulżenia sobie.

To ODDECH.

ODDECH, ODDYCHANIE to zagadnienie, którym od dawna się interesuję. Które zwykłam omawiać jako jedno z pierwszych podczas moich zajęć ze studentami z emisji głosu. Choć omawianie było tylko elementem bardziej intensywnych działań. Niemal na każdych ćwiczeniach dbaliśmy o to, aby przełożyć teorię na praktykę i uczyć się świadomie oddychać. Zwiększając swoją wiedzę na temat własnego sposobu oddychania. Obserwując postępy, które pojawiały się dzięki regularnym ćwiczeniom. Przyglądając się pojawiającym się trudnościom i blokadom uniemożliwiającym prawidłowe, pełne oddychanie

Źródłem sukcesu nie tylko w korzystnym dla organizmu oddychaniu ale w każdej dziedzinie życia jest SYSTEMATYCZNOŚĆ. Nie musimy ćwiczyć długo, lecz warto ćwiczyć REGULARNIE. Na przykład codziennie po 10-20 minut zamiast raz w tygodniu po 1.5 godziny. Myślę, że są w stanie to poczuć osoby, które prowadzą aktywny tryb życia i albo biegają, albo regularnie jeżdżą na fitness. Im częściej (niekoniecznie dłużej) ćwiczą, tym ciało lepiej radzi sobie z codziennym wysiłkiem. Z ruchem. Szczególnie ciało, które dotychczas pozostawało w stanie względnego spoczynku.

Podobnie jest z oddychaniem. Choć… jest może nieco trudniej. Dlaczego? Dlatego, że w sposób automatyczny, niemal nieświadomy oddychamy cały czas. Jeśli wykonujemy czynność, nad którą niewiele się zastanawiamy, możemy wpaść w pułapkę bylejakości. Kiedyś wyczytałam piękne zdanie, iż oddech rozpoczyna i kończy nasze życie. Dla ścisłości – nasze życie rozpoczyna się od wdechu, a kończy wydechem.

Jak więc dbać o świadome działanie w obszarze, który jest dla nas automatyczny, niemal instynktowny? Niełatwa to sztuka. Jednak warta ćwiczeń, ponieważ korzyści płynące z życiodajnego, wyciszającego oddechu przewyższają trud początkowych ćwiczeń.

Jeśli chcielibyście zgłębić ten temat, z chęcią podam Wam dość pokaźną bibliografię, z której staram się regularnie korzystać, aby rozwijać w sobie umiejętność świadomego oddychania.

Dziś jednak chciałabym Wam polecić bardzo ciekawą nowość Wydawnictwa Mamania, której autorką jest dr Genevieve von Lob. “Pięć głębokich oddechów” to publikacja, dzięki której na chwilę się zatrzymacie i pochylicie nie tylko nad własnym rodzicielstwem, ale też nad zasadnością uważnego oddychania.

Na pierwszy rzut oka mogę wydawać się najmniej odpowiednią osobą do napisania książki dla rodziców – nie mam własnych dzieci i wychowywałam się w raczej mało konwencjonalnej rodzinie.” – pisze na pierwszych stronach swej książki autorka. ” Chciałabym zatem poświęcić chwilę, by wyjaśnić, jak to się stało, że jestem psychologiem klinicznym pracującym z setkami rodziców, nastolatków oraz młodszych dzieci pochodzących z naprawdę wszelkich możliwych środowisk. Mam za sobą wiele lat praktyki w prywatnej i państwowej służbie zdrowia, zarówno na szczeblu krajowym, jak i lokalnym, i doświadczenie pracy z wieloma rodzicami, którym pomogłam znaleźć “autorskie” rozwiązania dylematów współczesnego rodzicielstwa.” – dodaje.

Z tego wstępu płyną dla mnie następujące spostrzeżenia: nie trzeba dzielić z kimś doświadczenia, by móc podejmować próbę okazania mu wsparcia. Choć, zapewne wspólne doświadczenie, bywa pomocne.  Jeśli jednak czyjaś rzeczywistość jest inna niż nasza, wciąż możemy podzielić się z daną osobą ważnym dla siebie kawałkiem świata. Przekazać swoją wiedzę i swoje doświadczenia.

Po drugie i, dla mnie, najważniejsze. Nie ma jednego, jedynie słusznego wzoru rodzicielstwa. Nie ma niepodważalnej i zawsze skutecznej ścieżki postępowania. Każda rodzina jest unikalna, jedyna w swoim rodzaju. Jest zbiorem indywidualnych jednostek o różnych potrzebach, temperamentach, zasobach. Każdy z jej członków ma swój osobisty plecak, w którym  mieszczą się jego doświadczenia, przeżycia, wspomnienia z wczesnych lat, z okresu dzieciństwa, dojrzewania. W plecaku znajdują się tony zapisanych kart ze znanymi nam, często nawykowymi sposobami komunikowania się. Bywa, że nie jesteśmy ich świadomi, ponieważ rzadko do swego plecaka zaglądamy. A, warto wiedzieć, że takie zaglądnięcie do wnętrza wymaga niemałej odwagi.

Książka “Pięć głębokich oddechów” przybyła do mnie w odpowiednim momencie. Gdy zapędziłam się nieco w moich nawykowych reakcjach, dość mocno się od siebie oddalając. Wówczas, niczym plaster na mniejsze lub większe skaleczenia, przyszły do mnie słowa autorki:

“(…) zrozumiałam, jak wielką wartość ma odkrywanie niechcianych i niewygodnych uczuć i praca z nimi. Jakże często ponury nastrój i różnego rodzaju lęki wydają się nam najgorszymi wrogami, sprawiają, że czujemy się osamotnieni i wyizolowani. Życie jednak nauczyło mnie, że istnieje sposób, by z nimi pracować i odkrywać spokój, który skrywa się tuż poza nimi – wystarczy tylko być ciekawym i wykrzesać z siebie odwagę do posuwania się stale naprzód. Stawiając krok za krokiem, możemy niespodziewanie zacząć doświadczać nieoczekiwanych chwil spokoju lub subtelnej radości, które pojawiają się bez konkretnego powodu, jak promienie słońca przezierające przez nagłe rozdarcia chmur. Celem nie jest nieustanna gonitwa za tymi ożywczymi momentami, lecz osadzenie w niej fundamentów nowego życia.”

Był to moment, w którym przypomniałam sobie coś, o czym z powodu owego oddalenia się od siebie na moment zapomniałam: że wszystko, co trudne, co zdaje się być wyzwaniem, mija. We wszystkich doświadczeniach kryje się bowiem lekcja, nasze osobiste życiowe zadanie do odrobienia.

Spodobało mi się podejście autorki, która przekazuje czytelnikowi, iż w uważności (mindfulness) nie chodzi o to, by być obecnym w każdej chwili, gdyż takie oczekiwanie względem siebie jest prostą drogą do frustracji wywołanej naszym brakiem w byciu “tu i teraz”. Ważna jest tu przede wszystkim świadomość tego, gdzie uciekają nasze myśli oraz zaciekawienie tym, dlaczego tam właśnie się wybierają. Nie chodzi tu o stałe bycie oazą spokoju i w ciągłej harmonii ze wszystkim i wszystkimi. 

Autorka wspomina o czymś, co i dla mnie jest niezwykle ważne: SAMOświadomość, odwaga do zajrzenia w głąb siebie,  do świata własnych uczuć, potrzeb, tęsknot, niepewności, wątpliwości, obaw. Bez ich oceniania, krytykowania, wypierania lub wciskania w różne zakamarki naszego ciała.

Na poszczególnych stronach swej książki, omawiając zróżnicowane zagadnienia, autorka zachęca czytelnika, aby zadawał sobie kluczowe dla zbudowania dobrej, rozwijającej nas relacji, pytania. Pytania, dzięki którym możemy się skonfrontować z naszą przeszłością i spróbować dostrzec, jak owe doświadczenia wpływają na nasz sposób mówienia, myślenia, działania.

Zdaniem najczęściej pojawiającym się w książce jest tytułowe “pięć głębokich oddechów”, do których autorka bardzo swych czytelników zachęca. W pierwszych rozdziałach wyjaśnia, dlaczego oddech i oddychanie jest tak istotne. Jakie ma działanie na zestresowany organizm, ile przynosi dobrego osobom je praktykującym.  W książce znajdziecie kilka przydatnych ćwiczeń, które można wykorzystywać w zależności od sytuacji i zapotrzebowania.

Omawiając rozmaite zagadnienia autorka odwołuje się do badań naukowych i bardzo jasno je opisuje. Przypomina, jak ważne jest zrozumienie działania organizmu człowieka w oparciu o jego biologię i rozwój mózgu. W tej książce znajdziecie odwołania do jednej z moich ulubionych publikacji, której autorem są: Daniel Siegel oraz Tina Payne Bryson – “Zintegrowany mózg, zintegrowane dziecko.”  Dr Genevieve von Lob, za autorami, opisuje budowę mózgu dziecka, z podziałem na parter i piętro. Z uwzględnieniem jego możliwości rozwojowych. Przypomina, że mózg rozwija się od dołu do góry (lub od tyłu do przodu), co oznacza, że kora przedczołowa, odpowiadająca za zdolność do regulowania emocji i panowania nad nimi rozwija się najpóźniej (nawet w 25 roku życia). Jestem przekonana, że wiedza na ten temat jest w stanie ukoić serca i głowy wielu rodziców, którzy znając dziecięce zasoby, są w stanie obniżyć swe nierzadko zbyt duże wymagania względem dziecięcych reakcji. Szczególnie jeśli tym reakcjom towarzyszą silne wybuchy złości, krzyk, trzaskanie drzwiami, mocne słowa skierowane do bliskich im osób.

Bardzo podoba mi się porównanie, którego używa autorka w odniesieniu do dzieci.  “Nie wolno nam jednak zapominać, że dzieci są jak kamerton: rezonują z tym, co odczuwają dorośli wokół nich, nawet jeśli ci ostatni starają się zachowywać swoje uczucia dla siebie. Na podstawie mojego doświadczenia uważam, że dziecięce “symptomy” nie są dowodem na osobnicze zawirowania, lecz odbiciem stresu otaczającego dzieci w domu, szkole i innych społecznościach. Tak naprawdę tylko garstka z nich potrzebuje wizyty u specjalisty, a wszystkie potrzebują ciepłej relacji z kimś, kto się o nie naprawdę troszczy.”

Słowa autorki są mi szczególnie bliskie, ponieważ niejednokrotnie doświadczyłam opisanej przez nią sytuacji, gdy moje uczucia, bieżące wyzwania, z którymi w poszczególnych momentach życia się mierzyłam oraz sposób, w jaki na nie reagowałam nie pozostawał bez wpływu na zachowanie mojej córki.

Dr Genevieve wskazuje na istotne, wynikające z doświadczeń, które zgromadziła w czasie swojej wieloletniej praktyki zawodowej zasoby, wzmacniające więź między dziećmi i rodzicami (a w szerszej perspektywie między ludźmi w ogóle. Wskazuje ona między innymi na: szacunek, empatię, realną pokorę (czyli gotowość do pogodzenia się z faktem, iż jako ludzie, rodzice, partnerzy nie jesteśmy idealni), cenne zaufanie (z naciskiem na danie dziecku prawo do popełniania błędów, bez późniejszego wypominania i krytykowania jego wyborów), autentyczność (która zakłada, że my – jako rodzice nie wiemy wszystkiego i mamy w sobie odwagę, by poinformować o tym nasze dziecko. Autentyczność to także nasza zgoda na dotarcie do swego wnętrza i przyjęcie faktu, iż nie wszystkim ludziom nasze wybory i działania muszą się podobać.  Dla dziecka możliwość obserwowania autentycznego i spójnego w słowach oraz reakcjach dorosłego stanowi niebywałą okazję do rozwoju.).

Autorka stworzyła bardzo oryginalne pojęcie “wrogaciela“, opisując jak pod przykrywką “dobrych chęci” może on nam szkodzić i utrudniać dokonywanie codziennych wyborów. “Wrogacielowi” bliskie jest: “obwinianie się”, wyczulenie na punkcie innych ludzi (oraz przeświadczenie, że jesteśmy przez nich poddawani nieustannej ocenie), zamartwianie się, myśli, które niczym chwasty, przeszkadzają nam w codziennych działaniach. Autorka podaje alternatywę, podpowiada, jak można zapanować nad głosem naszego wewnętrznego krytyka. Wskazuje warte uwagi ćwiczenia oraz korzyści płynące z pięciu głębokich oddechów.

Jej książka podzielona jest na dwie główne części.

Pierwsza mocno odnosi się do nas – jako indywidualnych jednostek, mających własne nawyki, które warto dostrzec i ja przepracować.

Druga część odnosi się do RELACJI, zarówno z dzieckiem, jak i z partnerem. Partnerska relacja jest niezwykle ważna dla harmonijnego, bezpiecznego i korzystnego z emocjonalnego punktu widzenia rozwoju dziecka.

W bardzo ciekawy sposób dr Genevieve pochyla się nad rozwojem nastolatków i wyzwaniami,  z którymi młodzi ludzie mierzą się na co dzień. Nie bez znaczenia jest tutaj rozwój ich mózgu, uwarunkowania biologiczne, wyzwania współczesności, podejście rodziców i osób dorosłych  (ich reagowanie na  komunikacyjne trudności). Autorka trochę uwagi poświęca krainie “cyfrowych tubylców”, wskazując zarówno na zagrożenia jak również na korzyści płynące z dostępu dzieci do Internetu, mediów społecznościowych i urządzeń cyfrowych.

Po lekturze każdego rozdziału Czytelnik może przeczytać krótkie podsumowanie, zawierające najważniejsze zagadnienia poruszone na poprzednich stronach.

Podsumowując, książka “Pięć głębokich oddechów”  jest niczym dobry, serdeczny przewodnik po świecie wyzwań współczesnego rodzicielstwa. Sama autorka podkreśla, że jej celem jest zaopatrzenie czytelnika w poczucie, iż jest on potężniejszy niż myśli.

Na koniec dodaje ona, iż “Jeśli ta książka zachęci kilka mam i kilku tatów do częstszego pokładania zaufania we własnej intuicji i łagodniejszego traktowania siebie samych, to spełni swoje zadanie.” Dodaje, iż ma głęboką nadzieję, “że wszystkie te drobne kroki pomnożone przez siebie dadzą wielkość, która będzie miała siłę wpływać nie tylko na poszczególne rodziny, lecz także przyczyniać się do zmian, których potrzebujemy jako społeczeństwo, szczególnie w szkołach.”

Jej podejście jest mi bardzo bliskie i mocno odzwierciedla również moje pragnienia i marzenia. O stworzeniu przyszłym pokoleniom lepszego miejsca do życia, lepszego pod względem zaufania do własnych emocji, potrzeb. Świata, w którym ludzie będą mieli zasoby, możliwości i umiejętności, by wspierać siebie w trudnych momentach, nie upychając do wnętrza nagromadzonych emocji. Wyposażeni w umiejętności radzenia sobie z wyzwaniami, emocjami w konstruktywny, zdrowy dla organizmu sposób. Pierwszym i najważniejszym do tego krokiem jest tytułowy oddech – głęboki, świadomy, niewymuszony.

Dodatkowo, jeśli chcielibyście dowiedzieć się, jakie fundacje dbają o udzielanie pomocy dzieciom i dorosłym zmagającym się z wyzwaniami codzienności, jakie towarzystwa zajmują się w naszym kraju tematyką i praktykowaniem minfdulness oraz w jakie dodatkowe lektury możecie się zaopatrzyć, by zgłębić ten temat, na końcu książki znajdziecie wszystkie potrzebne wam informacje.

Bardzo polecam wam lekturę tej publikacji. Naprawdę otwiera ona oczy, poszerza perspektywę a osobom, którym temat nie jest obcy, porządkuje w głowie wiele zgromadzonych w wyniku życiowych doświadczeń informacji.

M!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *