>”Tak naprawdę Wigilia powinna się nazywać poczekalnią, bo człowiek tylko czeka i czeka.” –> O “Grudniowym gościu” słów kilka <

To już szósta adwentowa opowieść Wydawnictwa Zakamarki. Spisana w 24 rozdziałach. Każdy przeznaczony na jeden dzień grudnia. Jak poprzednie:

1.) “Prezent dla Cebulki“,

2.) “Święta dzieci z dachów“,

3.) “Wierzcie w Mikołaja!“,

4.) “Hurra, są święta!

5.) “Kosmiczne święta

Czytając opinie miłośników książek dostrzegam, że każdy z nich ma swoją ulubioną propozycję adwentową. Tytułem, który pojawia się najczęściej, jest “Prezent dla Cebulki“.

Ja szczególnym uczuciem zapałałam do książki “Wierzcie w Mikołaja!“.

Dlaczego? Trudno  mi udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Być może dlatego, że czytałam ją w ważnym dla mnie czasie (dwa lata temu, po operacji, po której długo dochodziłam do sprawności). Być może dlatego, że poruszyła coś we mnie, wzruszyła swym wątkiem, skłoniła do przemyśleń…

Zakamarkowe propozycje adwentowe należą do szczególnych przedświątecznych publikacji. Już od kilku lat z ciekawością czekam na kolejną premierę, zastanawiając się, jaką historię przyjdzie mi poznać w danym roku. Bardzo cenię w książkach Wydawnictwa Zakamarki fakt, że poruszają ważne tematy, mierzą się z nierzadko trudnymi zagadnieniami. Takimi, które mogą nas spotkać bezpośrednio lub pośrednio (poprzez kontakt z osobą doświadczającą jakiejś trudności).

Albert Albertson, Dunia, Piaskowy Wilk, a nawet Mama Mu – to tylko część bohaterów, których życie obfituje w bogactwo kolorów, emocji, przeżyć, wyzwań. A tych zakamarkowych bohaterów jest przecież znacznie więcej.

Jeśli szykujecie się na lekką, bajkowo – baśniową treść, warto byście wiedzieli, że zarówno poprzednie, jak też najnowszy “Grudniowy gość” autorstwa Siri Spont taki nie jest.  Każda z części jest  jednak wzruszająco autentyczna, poruszająca, wprowadzająca czytelników w świat emocji, uczuć i potrzeb, których nie chowa się pod dywan. Które potrafią wybrzmiewać z poszczególnych kart i ilustracji.

Wiecie za co najbardziej kocham książki?

Za to, że dają możliwość odkrywania siebie. Za to, że tyle ile jest czytelników, tyle możliwych interpretacji danej treści. U każdego człowieka ta sama książka może poruszyć jego osobiste struny, serce i ciało. Dlatego tak różnorodne mogą być odpowiedzi na pytanie: “Która zakamarkowa propozycja adwentowa jest twoją ulubioną?” Na to pytanie na szczęście nie ma jednej, jedynie słusznej odpowiedzi. Warto mieć świadomość, że ta sama książka czytana rok lub dwa lata później może odsłonić przed czytelnikiem zupełnie inny świat i obudzić  bogactwo skrywanych z jakiegoś powodu uczuć.

Jaki jest dla mnie “Grudniowy gość“?

Poruszający. Wyjątkowy. Ważny. Potrzebny.

Nie bardzo chcę Wam zdradzać wątek historii, bowiem całą opowieść budują 24 rozdziały, których odkrywanie przybliża nas jeszcze silniej do poznania odpowiedzi na pytanie: “Co dla kogo jest w ważne (nie tylko w świętach, ale w życiu w ogóle)?”

Aby jednak nie zostawiać Was ze zbyt dużą ilością pytań, chciałabym pokrótce nakreślić Wam wątek.  “Grudniowy gość” zaprosi Was do domu Marty, dziewczynki w wieku szkolnym, jej 5 – letniego brata Fadiego, mamy i taty.  Krewni mamy mieszkają w kraju, w którym toczy się wojna.  Marta nie lubi, gdy mama rozmawia z nimi przez skype, ponieważ po takich rozmowach zwykle jest smutna.

Rzeczywistość rodziny zorganizowana jest wokół oczekiwania na święta. Pomocne w odliczaniu dni do wigilii jest wyjmowanie (na zmianę z bratem) drobnych, tajemniczych podarków, schowanych w kalendarzu adwentowym.

Rodzeństwo marzy o chomiku. Nie marzy natomiast o nowym mieszkańcu, któremu Marta z dnia na dzień musi odstąpić swój pokój. Z Malmo przybywa do nich Yusuf, będący rówieśnikiem głównej bohaterki. Jego rodzice zostali w kraju, któremu daleko do bezpieczeństwa.

Tęskniący za rodzicami chłopiec jest wycofany, małomówny, zamknięty w sobie. Marta odnosi się do niego z dużym dystansem i niechęcią. Ma mu za złe to, że pojawił się w ich życiu i zajął jej przestrzeń.

Wiele zmienia się wraz z pojawieniem się w domu wymarzonych chomików i rozpoczęciem regularnych wypraw Marty oraz Yusufa do lasu. Z rozdziału na rozdział mamy szansę obserwować, jak pomiędzy bohaterami rodzi się więź a nawet zalążki przyjaźni.

Nie zdradzę Wam nic więcej, ponieważ bardzo bym chciała, abyście mieli przyjemność z odkrywania poszczególnych wątków tej wyjątkowej opowieści. Owo odkrywanie kojarzy mi się z cebulą, którą pozbawiamy kolejnych warstw. Kto wie,  być może w trakcie lektury, podobnie jak w czasie obierania cebuli, po policzkach popłyną Wam łzy?

Chciałam jeszcze dodać, że “Grudniowy gość” jest pierwszą zakamarkową propozycją adwentową, którą czytałam z ołówkiem w ręku, zaznaczając kilka poruszających mnie fragmentów. Ile w słowach autorki oraz stworzonych przez nią bohaterów jest mądrości, szczerości, otwartości, życiowych prawd.

Niezwykle podoba mi się fakt, iż główna bohaterka Marta nie stroni od przyznania się do swych uczuć, choćby były bardzo dla niej lub innych osób niewygodne, niełatwe. Dzięki temu jesteśmy w stanie nieco wniknąć do jej świata i zrozumieć, z jakimi wyzwaniami na miarę swego wieku mierzy się na co dzień.

Bardzo polubiłam postać Babci. Zawsze wzruszają mnie dorośli, którzy nie negują dziecięcego świata, lecz, zaproszeni do niego, wchodzą w sposób naturalny, nawiązując piękny (czasami sekretny) język z młodszymi o jedno lub kilka pokoleń młodymi ludźmi. Taka właśnie jest Babcia i daje się wyczuć, że Marta darzy ją wyjątkowym uczuciem. Często o niej wspomina:

Najbardziej lubię w babci to, że nigdy się nie naprzykrza i nie zadaje pytań, na które nie mam ochoty odpowiadać, tylko czeka, aż sama będę chciała się czymś podzielić.”

Babcia jest inna niż wszyscy dorośli, których znam. I dlatego tak strasznie ją lubię.”

Podsumowując, aby za dużo nie zdradzać, czym jest dla mnie “Grudniowy gość“? Jest poruszającą historią o przyjaźni i budowaniu relacji. Opowiada o:

– przeszywającej tęsknocie przeplatanej marzeniami,

– uczuciach, które mają prawo się pojawić i zawsze o czymś informują,

–  odwadze,

–  bezsilności , którą stara się pokonać nadzieja,

–  wyzwaniach, przed którymi stawia nas życie. Codziennie. Dzień po dniu.

–  dzieciństwie, które nie zawsze jest barwne i kolorowe.

– dobrym sercu. 

–  zachciankach, do których każdy z nas ma prawo.

– życiu.

Jeśli chodzi o grupę docelową, myślę, że wszystko zależy od stopnia wrażliwości danego czytelnika. Trzeba przyznać, że ilustracje w “Grudniowym gościu” są dość mroczne, niekiedy nieco niepokojące, lecz idealnie współgrają z treścią i tematem opowieści. Myślę, że Lila mogłaby się ich nieco przestraszyć. Znam już jej preferencje czytelnicze, stąd wiem, że na “Grudniowego gościa” przyjdzie właściwy dla niej czas. Mnie osobiście okładka bardzo zachwyca i uważam ją za jedną z ciekawszych okładkowych propozycji adwentowych.

Jednocześnie bardzo jestem ciekawa Waszych odczuć i wrażeń. Czy zaprosiliście już “Grudniowego gościa” do swego domu? Jesteście już po lekturze? Jakie są Wasze wrażenia?

W naszym domu ta część zajmie należne jej miejsce obok innych adwentowych historii i jestem przekonana, że będę do niej wracać.

A Wam życzę wyjątkowej lektury.

M!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *