Każdy z nas skrywa sekret, także sprzedawca rowerów


Zamykam książkę. Jest duża. Ma format kartki A4 i twardą, solidną oprawę. Jest dość pokaźna.


Uzmysławiam sobie, że przygoda z tą opowieścią za szybko się skończyła.
– Koniecznie chcę przeczytać ją z Lilą – myślę sobie i patrzę na zegarek. Wybiła północ. Nie… teraz jej nie obudzę – myślę i uśmiecham się z pokusy, która przez chwilę pojawiła się w mojej głowie. Zrobimy to jutro, gdy wróci ze szkoły.


Zamykam oczy i przytulam książkę. Lubię mieć blisko rzeczy, które są dla mnie ważne. A książki są. Ważne.


Trwam przez dłuższy moment w moim wyobrażonym świecie. Przenoszę się w czasie i zmieniam miejsce pobytu. Na chwilę staję się postronnym obserwatorem, który chowa się za dużą ilością rowerów w specjalnym, rowerowym warsztacie. Obserwuję człowieka, który jest mocno skoncentrowany na wykonywanej przez siebie czynności. Pompuje przednie koło, by za jakiś czas, ktoś mógł odebrać swój środek transportu i ponownie nim jeździć. Mężczyzna ma niebieski strój roboczy, z kieszeni którego wystaje klucz francuski. Nie znam się na sprzętach, ale klucz jestem w stanie rozpoznać. Głowę pana ozdabia równie niebieski berecik. W pracowni znajduje się bardzo dużo rowerów. Część z nich jest rozmontowana (domyślam się, że są w trakcie naprawy), inne czekają na swoją kolej, wisząc na specjalnym podwyższeniu.


W pewnym momencie dostrzegam, że do sklepu wchodzi starszy człowiek. Ze swoim rowerem. Zwraca się do mężczyzny tymi oto słowami:


– Witaj, mój drogi Rudolfie. Tylko ty możesz mi pomóc – wypowiadając ostatnie zdanie, wzdycha.


– Co się stało Herweuszu? – pyta zatroskany Rudolf.


– Przerzutki, mój przyjacielu. Przerzutki. Coś mi strzeliło, odpadło i nie mogę jeździć. Niepotrzebnie wybrałem się dziś na wycieczkę leśną drogą. Teraz wszędzie jest tyle kasztanów. Trudno się jechało. W pewnym momencie w coś wjechałem i to właśnie wtedy strzeliło. Szedłem tu do ciebie dobrych kilka kilometrów. Tylko ty możesz naprawić mój taburyn. W miasteczku nie ma osoby, która znałaby się na rowerach tak, jak Rudolf Taburin.


– Miło mi to słyszeć, przyjacielu – odpowiada mężczyzna – Rzeczywiście… można powiedzieć, że na rowerach… zęby zjadłem i nabawiłem się dzięki nim wielu pamiątek – dodaje ze śmiechem – Dziś już się tego nie wstydzę. A ile ja lat straciłem, nosząc w sobie tą męczącą tajemnicę. Bojąc się powiedzieć ludziom prawdę. Nie chcąc pozbawiać ich złudnych wyobrażeń na mój temat. Dziś wiem, że to było niepotrzebne.


Taką kontynuację mogłaby mieć opowieść, którą chwilę wcześniej przeczytałam. Tak ją sobie dziś wyobrażam. Lubię wyobrażać sobie ciąg dalszy opowieści, która nie ma jasno sprecyzowanego końca. Lubię niejednoznaczne zakończenia.


Ale może… wróćmy do początku?


Kogo poznacie, jeśli zaprosicie do swego domu “Sekret sprzedawcy rowerów” Wydawnictwo Znak?


Bohatera, który narodził się najpierw w głowie, a następnie na papierze u znanego na całym świecie autora oraz ilustratora przygód MIKOŁAJKA Jean – Jacques SEMPE. Ten charakterystyczny rysownik urodził się 17 sierpnia 1932 roku. Mieszka we Francji i ma…. 88 lat. Myślę sobie, że to wspaniałe, iż artysta wciąż tworzy historie z przesłaniem, którymi obdarza kolejne pokolenia czytelników.


A w tej opowieści mamy o czym rozmyślać.


Główny bohater, jak nikt inny w jego miejscowości, zna się na rowerach.



Do tej wiedzy doprowadziła go pewna słabość – jako dziecko nie umiał nauczyć się jeździć na rowerze bez wsparcia dodatkowych kółek. I chociaż był bardzo wygimnastykowany (potrafił chodzić na rękach i wykonywać skomplikowane salta), nie był w stanie zapanować nad grawitacją w czasie jazdy na rowerze.

Dlatego postanowił bardzo dobrze poznać ten przysparzający mu trosk sprzęt. Rozebrał go na części i analizował każdą z nich, próbując ustalić, co przeszkadza mu w nauczeniu się tego, z czym inne dzieci nie miały trudności.

Z czasem przejął warsztat, w którym zaczął naprawiać rowery, zyskując zaufanie mieszkańców miasteczka.


Głęboko w sercu skrywał przed ludźmi tajemnicę o swej największej słabości, która każdego dnia coraz bardziej mu doskwierała. I choć nauczył się z nią żyć, kładła cień na jego pogodę ducha, lekkość i dobre samopoczucie.


Opisywany przeze mnie bohater szczęśliwie założył rodzinę – z moją imienniczką, pielęgniarką Magdaleną i doczekał się dwójki wspaniałych dzieci.


I… żyłby dalej w swej piekącej jego serce tajemnicy, gdyby nie pojawienie się w miasteczku osobliwego fotografa Herweusza Figougna, z którym przyjaźń sprawiła, że w podejściu bohatera do skrywanej przez niego tajemnicy zaszły zmiany. Jak do tego doszło? Do czego fotograf namówił sprzedawcę rowerów i jakie to miało dla jego dalszych losów konsekwencje?


Bardzo zachęcam Was do zanurzenia się w tą symboliczną, subtelnie i charakterystycznie dla rysownika zilustrowaną opowieść. Nie tylko skłania do myślenia, wywołuje wiele refleksji ale też cieszy oczy bogatymi w szczegóły obrazkami. W czytanych przeze mnie książkach lubię odkrywać coś, co mnie poruszy, wzruszy, skłoni do przemyśleń. Lubię cieszyć swoje oczy obrazami. Lubię po lekturze je zamknąć i przez chwilę pozostać w świecie bohatera, z którym spędziłam trochę czasu.


Towarzysząc Rudolfowi Taburinowi wielokrotnie myślałam:

“Śmiało, wyznaj im prawdę. Poczujesz ulgę. Może ktoś ci pomoże i nauczy cię jeździć. A jeśli nie, to przynajmniej przestaniesz się męczyć.”

Wiem jednak, że każdy człowiek (nawet książkowy bohater :)) ma do pokonania własną drogę. A ową drogę przemierza we własnym tempie, czasem wolniej, niż byśmy chcieli.


Przyglądając się temu, jak długo sprzedawca rowerów tkwi w zawieszeniu pomiędzy tym, jaki jest a tym, jakim widzą go inni można zrozumieć, jak męczące bywa takie rozdwojenie. Jak trudno żyć będąc w określonej, dobrze widzianej przez innych roli, próbując wpasować się w ich obraz naszej osoby oraz w ich oczekiwania. Mam wrażenie, że w takiej sytuacji, “im dalej w las, tym więcej drzew”, więcej ścisku w brzuchu, napięcia i niepokoju. Być może nasz nieprawdziwy wizerunek trochę nas uwiera, ale umiemy już w nim funkcjonować. Nauczyliśmy się radzić z nim sobie najlepiej, jak to możliwe. Droga do wolności – od ludzkich opinii, oczekiwań, wyobrażeń na nasz temat bywa czasem długa, kręta, nieoczywista. Może wywoływać jeszcze większy niepokój niż tkwienie w znanej choć męczącej sytuacji. Jednak jeśli tą drogę pokonamy, na jej końcu spotykamy coś, co jest cenne i potrzebne każdemu człowiekowi – WOLNOŚĆ.


Drodzy czytelnicy, jeśli szukacie książki, którą możecie odkrywać na nowo przy kolejnym czytaniu, którą możecie zarówno czytać, jak i oglądać, zachęcam Was do sięgnięcia po “Sekret sprzedawcy rowerów”. Ta książka naprawdę może zostać z czytelnikiem na dłużej. Jestem też przekonana, że każda osoba, która po nią sięgnie, odnajdzie w niej coś innego. Dzieci, które mają problem z nauką jazdy na rowerze, dorośli, którzy nie umieją się uwolnić od wykreowanego przez siebie lub innych wizerunku lub osoby, które na co dzień mierzą się z jakimś lękiem.


A co Ty, drogi czytelniku, odkryjesz po lekturze tej książki?

Bardzo jestem ciekawa,

M!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *