Rrrazem rrraźniej ćwiczyć “rrr” czyli “Jano i Wito uczą mówić “r””

Głoska “r” jest uznawana za jedną z najtrudniejszych w wymowie. Jej polskie brzmienie daleko odbiega od “francuskiego rrr”. Nasze polskie jest twarde, wibrujące, dźwięczne.

Na opanowanie prawidłowej wymowy głoski “r” dziecko ma najwięcej czasu. Mówi się, że może się ona pojawić nawet w 6 roku życia. Zatem, do 6 roku życia możemy być o nią spokojni pod warunkiem, że dziecko zastępuje ją głoską l a nie j, jak często się zdarza. Ale… to temat na osobny, logopedyczny wpis.

Dziś, biorąc za bohaterkę głoskę “r”, chciałabym Wam przedstawić nową książkę Wydawnictwa Mamania, której autorką jest Wiola Wołoszyn (bliżej znana jako Matka Wariatka). Ilustracje przygotował Pan Przemek Liput, dzięki czemu patrząc na okładkę możemy od razu wiedzieć, z jakimi bohaterami wyruszymy w kolejną podróż.

Nowa logopedyczna seria “Jano i Wito uczą mówić” adresowana jest do nieco starszych niż jej kartonowi poprzednicy dzieci (myślę, że +4, +5). Jest nieco inaczej niż jej poprzedniczki wydana. Najnowsza część serii ma wielkość A5 (czyli połowa kartki A4), twardą okładkę oraz grubsze niż w standardowych książkach strony (nie tekturowe, jednak nie tak miękkie jak w większości publikacji).

Autorka – Wiola Wołoszyn – jest logopedką. Na ostatnich stronach przygotowanej przez siebie historii zamieszcza krótką ściągę dla rodziców / opiekunów / terapeutów ze wskazówką:

– dotyczącą normy w wymowie głoski “r” (oraz widełek czasowych na opanowanie prawidłowej wymowy)

– jak czytać Różowy rower

– jak ćwiczyć (w formie zabawy, pamiętając, że najlepsza i najskuteczniejsza jest nauka poprzez zabawę) z dzieckiem, by pomóc mu zyskać gotowość do opanowania wymowy głoski “r”.

Myślę, że warto, aby rodzice i opiekunowie zaczęli swoją lekturę od przeczytania tych wskazówek. Dzięki temu będą wiedzieli, jakie są założenia nowej logopedycznej serii oraz jak warto ją czytać, jeśli za cel obierzemy sobie wspieranie wymowy głoski “r”.

“Różowy rower” można też czytać jako po prostu zajmującą, ciekawą i pomysłowo przygotowaną opowieść, z pomocą której można poruszyć z dzieckiem wiele ważnych i ciekawych tematów.

A teraz kilka szczegółów dotyczących nowości Wydawnictwa Mamania. Okiem mamy, logopedki i miłośniczki książek.

Zacznę od ilustracji, które przygotował Pan Przemek Liput. Jego charakterystyczną kreskę rozpoznam wszędzie. Grafika jest żywa, ciekawa, pomysłowa, bogata w dużą ilość obrazków z głoską “r”.  Wewnętrzne strony okładki zawierają mnóstwo wyrazów, które pojawiają się w opowieści (w formie graficznej). Znajdziemy tu między innymi:

– rower

– krokodyla

– okulary

– gruszkę

– marchewkę

– lustro

– parasolkę

– cyfrę cztery

– rękawiczkę

– chmurę

– tygrysa

i wiele innych.

Gdy zajrzymy do wnętrza historii, dowiadujemy się, że rodzina szykuje się do czwartych urodzin Wito. Chłopiec nie może się doczekać, aż nadejdzie wyjątkowy dla niego dzień. Marzy o tym, by dostać granatowy rower. Jego podekscytowanie rośnie, gdy wraz z bratem dostrzega przed domem samochód kuriera. Przywiózł paczkę.

Kurier dostarczył duży karton, na którym pojawia się ilustracja roweru. Wszystko byłoby idealne, gdyby nie fakt, iż karton jest… różowy a nie granatowy. Wito wnioskuje, iż rodzice kupili mu jego wymarzony pojazd w kolorze innym niż chciał.

W momencie, w którym to sobie uświadamia, w swoim brzuchu odczuwa “nieprzyjemność”, ucisk oznaczający, że pojawiła się złość. Czytając z dzieckiem ten fragment, możemy zachęcić je do tego, by wspólnie pozgadywać, jakie emocje może odczuwać Wito. Być może jest to nie tylko złość.

Autorka wspomina w tym miejscu o ważnej umiejętności, jaką jest oddychanie oraz liczenie, które pomaga się wyciszyć, uspokoić i odzyskać równowagę.

Bardzo podoba mi się rozmowa, w której Wito pyta tatę o to, czy kolor różowy jest przeznaczony tylko dla dziewczynek. Tato w piękny sposób tłumaczy mu, że “Kolory nie są ani dla chłopców, ani dla dziewczynek, są dla każdego.” Argumenty, które podaje tata, by wyjaśnić synowi, iż kolory nie są dedykowane żadnej płci, są bardzo jasne, konkretne i sprawiają, że Wito się uspokaja.

Kolejnym wyzwaniem chłopca jest przygotowanie odpowiedniego stroju na swoje urodziny. Pomiędzy Wito a mamą wywiązuje się kolejna cenna dla obu stron (i dla czytelników również) rozmowa o tym, że warto być sobą i co może nam podpowiedzieć, że jesteśmy blisko siebie.

Przeglądając i czytając dalsze strony towarzyszymy chłopcu, jego bratu i rodzicom w przygotowaniach do imprezy urodzinowej. W trakcie owych przygotowań toczy się wiele ciekawych rozmów, pojawia kilka ważnych refleksji.

Nie zdradzę Wam zakończenia, bo bardzo bym chciała, abyście mieli przyjemność z poznawania tej historii.

Na koniec napiszę Wam jednak, co bardzo spodobało mi się w nowej logopedycznej serii przygotowanej przez Wiolę Wołoszyn, Pana Przemka Liputa i Wydawnictwo  Mamania.

1.) ILUSTRACJE – jak zawsze u Pana Przemka posiadają bogactwo szczegółów (tym razem zawierających dużo obrazków z głoską “r”). Na każdej stronie możecie znaleźć wiele elementów, które można z dzieckiem opisywać, nazywać, wymieniać. Bawiąc się w wymienianie: kolorów, stosunków przestrzennych, kształtów oraz nazywanie stanów emocjonalnych.

2.) Połączenie tekstu z grafiką (to ciekawy zabieg w książkach, który bardzo lubię. Część wyrazów w opowiadaniu, zawierająca głoskę “r”, została zastąpiona ilustracjami). Dzięki temu dziecko, które nie umie jeszcze czytać można zaangażować we wspólną lekturę. Dodatkowo młody czytelnik ma doskonałą okazję ćwiczyć odmianę poszczególnych wyrazów.

3.) Poruszane w książce tematy. Jestem pod wrażeniem tego, o jak wielu ważnych w moim odczuciu zagadnieniach wspomina Wiola przy okazji opisywania historii urodzinowej Wito. Mamy tu piękną lekcję tolerancji, różnorodności, wyjścia naprzeciw stereotypom. Wiola wprowadza młodych czytelników w bogaty świat uczuć i podpowiada, jak można sobie radzić ze złością. Dodatkowo nadmienia, iż warto być sobą i warto “siebie” poszukiwać. Dla mnie ten fragment jest idealnym pretekstem do zapytania moją 8 – latkę o to, kiedy możemy wiedzieć, że jesteśmy sobą. Jakie sygnały z ciała mogą nas o tym informować. Jak możemy tych sygnałów słuchać. Podobają mi się zdania, które mają szansę zostać z czytelnikiem na dłużej np. “Nie powinniśmy oceniać niczego, dopóki nie dowiemy się, co kryje się w środku.”

4.) Chciałabym dodać komentarz do słowa końcowego, napisanego przez Wiolę. Coś, co, w moim odczuciu, jest ważne i kluczowe przy kontakcie z książką. Niech Jano i Wito będą dla Was przyjemną lekturą, zawierającą wiele okazji do wymowy głoski “r”. Starajcie się jednak unikać tworzenia powiązania pt. “Biorę książkę Jano i Wito, zatem będziemy ćwiczyć “ryyyyy”. No to powiedz “r”, jeszcze raz. Nie, nie tak. Zobacz, jak ja to robię. Jeszcze raz.” Najwięcej postępów rozwojowych ma miejsce tam, gdzie nauka odbywa się niejako przy okazji. Gdy nie towarzyszy jej presja ze strony rodzica, po którego mimice i gestach dziecko jest w stanie bardzo szybko rozpoznać, dlaczego czyta się daną książkę lub robi daną rzecz. Dzieci nie lubią mechanicznego powtarzania. One potrzebują akceptacji, zabawy, poczucia bezpieczeństwa. Do dziś pamiętam, jak z moją wówczas 5 – letnią córką bawiłam się w szukanie głoski “r”. Pięknie wibrująca pojawiła się pewnego niepozornego dnia, w poczekalni u dentystki. Nieoczekiwanie. Początkowo nieśmiałe “r” zamieniło się z czasem w radośnie wymawiane i przedłużane “rrrrrr” dla zrobienia fajnego wibrującego efektu.

Kochani, bardzo polecam Wam nową serię przygód Jano i Wito. Znajdziecie w niej dużo tekstu, ilustracji i okazji do miłego spędzenia czasu.

W przygotowaniu kolejna część, dedykowana głosce “s”. Jestem jej bardzo ciekawa 🙂

M!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *