Każdy z nas ma w sercu takie drzewo…

Mam na ogrodzie takie drzewo, które zostało na nim zasadzone ponad trzy lata temu.  To mała, niepozorna jabłonka, której z roku na rok przybywa gałęzi i pąków. Jabłonka, która w tym roku po raz pierwszy obdarowała nas kilkoma czerwonymi, maleńkimi jabłuszkami.

Do tej jabłonki mam szczególny sentyment. Nie tylko dla mnie, ale dla całej naszej rodziny jest wyjątkowa. To Lila z tatą uroczyście wkładała małe drzewko do ziemi i obficie podlewała, życząc mu dobrego życia w naszym towarzystwie.

Gdy patrzę na naszą rozwijającą się jabłonkę lubię wspominać książkę Wydawnictwa Zakamarki – “Jabłonka Eli”. Trafiła do nas dobrych kilka lat temu i zajęła wyjątkowe miejsce na półce w Lilci pokoju. To książka, która z pewnością zostanie z nami na zawsze i o której Lila będzie mówiła, iż jest książką “jej dzieciństwa”.

Bardzo lubię do niej wracać szczególnie w okresie jesienno – zimowym. Czytujemy ją często wieczorami, gdy robi się ciemno, a pomieszczenie wypełnia ciepłe światło. Siedzimy z Lilą pod kocem, w fotelu lub leżymy na łóżku i przypominamy sobie, dlaczego tytułowa bohaterka tak uwielbiała swoją ogromną, rozłożystą jabłonkę. Wraz z kolegą Olkiem Ela wspinała się na nią i chowała w jej bujnych liściach.

Wiosną jabłoń bieliła się od kwiatów, latem zamieniała w zieloną, przytulną grotę, we wnętrzu której rosły zieloniutkie, jeszcze niedojrzałe jabłka. Gdy nadchodziła jesień jabłonka obdarowywała rodzinę pysznymi czerwono – żółtymi słodkimi jabłkami, które służyły jej przez wiele miesięcy. Najprzyjemniej zjadało się je późną jesienią i zimą, w postaci musu jabłkowego.

Jabłonka zdawała się być niezniszczalna. Mocna, solidna, trwała.  Niestety jej historia pokazuje, że nic nie trwa wiecznie. Późną jesienią pogoda się popsuła. Nadchodzi wichura.  W domu dochodzi do awarii prądu, co sprawia, że Ela z psem, kotem i rodzicami zasypiają przed dającym przyjemne ciepło kominkiem. (To moja ulubiona część w jabłonkowej książce. Najdłużej zatrzymuję się przy ilustracji obrazującej rodzinę leżącą blisko siebie w świetle świec).

Następnego dnia wszyscy się budzą i z rozpaczą odkrywają, że jabłonka nie przetrwała wichury. Drzewo zostało złamane. Ela i Olek są zrozpaczeni, ponieważ miejsce, które kojarzy się z ich dzieciństwem, najlepszymi zabawami leży powalone siłą wiatru.

To przełomowy moment w książce, który uświadamia całej rodzinie, jak ważna i cenna była dla nich jabłonka i owoce, którymi co roku ich obdarowywała. Aby ją upamiętnić, mama oprawia w ramkę zdjęcie ukochanego drzewka i zawiesza w dobrze widocznym miejscu w domu. Pozostałe po jabłonce ostatnie jabłka zjadane są przez dziewczynkę i jej kolegę ze smakiem i wdzięcznością.  Po pożegnaniu jabłonki dzieci szukają sobie nowych miejsc do zabawy i z niecierpliwością czekają na wiosnę. Na ten czas mama zaplanowała wybranie się do szkółki drzew, w której zostanie zakupione nowe drzewko.

Lubię ten fragment. Pokazuje, że na wszystko potrzebujemy czasu. Na pożegnanie tego, co utraciliśmy. Na przyjęcie NOWEGO. Na docenienie owoców, które to NOWE przynosi i wdzięczność za to, co otrzymaliśmy od MINIONEGO.  To czas konfrontowania wyobrażeń z rzeczywistością, bowiem dziewczynka wyobraża sobie, że będą z mamą w stanie kupić tak dużą jabłonkę, jaką stracili. Okazuje się, że na początku będzie to tak małe drzewko jak nasze na ogrodzie. To oznacza, że na jego owoce będzie trzeba poczekać.  A, jak zapewne wiecie, drodzy Czytelnicy, niełatwo jest czekać. Ela i Olek czekają najpierw na wiosnę, by móc kupić nową jabłonkę. Później czekają na pierwsze jabłka, którymi ich ona obdaruje.

Wiele w tej ciepłej ale też przejmującej opowieści prawdy o życiu. O przemijaniu, o żegnaniu tego, co było cenne. O tym, jak było cenne bohaterowie uzmysławiają sobie w chwili, gdy TO tracą.

Jabłonka Eli przypomina mi, że warto doceniać każdy dzień i bliskich, z którymi mamy szczęście dzielić życie. Warto doceniać naturę, która dzieli się z nami – ludźmi – swoimi skarbami. Warto robić przyjemnym momentom stopklatki i zatrzymywać się na nich na dłużej. Warto też wracać do nich w trudniejszych momentach, by zbierać siły na kolejne życiowe wyzwania.

“Jabłonka Eli” jest pięknie zilustrowana. Dużo na ilustracjach jest ciepła, miłości, troski, życia w rozmaitych jego odcieniach. Barwne, bogate od dużej ilości szczegółów elementy na poszczególnych stronach sprawiają, że przy tej książce czas zwalnia, ponieważ chce się na nie patrzeć i je oglądać. Czasami wyobrażam sobie, że jestem gościem Eli i jej bliskich i wspólnie z nimi zajadam pyszną szarlotkę.

“Jabłonka Eli” to nie jedyna książka autorstwa Catariny Kruusval.  Są inne części serii o uroczej bohaterce, zarówno dla młodszych dzieci (kartonowe), jak i dla nieco starszych (“Wszystkie psy Eli”).

Jeśli macie ochotę na chwilę się zatrzymać i przenieść do pięknego, pachnącego jabłkami, miłością, tęsknotą za tym, co cenne i minione świata, gorąco i smacznie polecam Wam “Jabłonkę Eli”. Ja odwiedzę ją z Lilą jeszcze nieraz.

M!

Tytuł książki: “Jabłonka Eli”

Autorka: Catarina Kruusval

Tłumaczenie: Katarzyna Skalska

Wydawnictwo ZAKAMARKI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *