Gdy znika presja, dzieje się magia… – O małej popielicy, która nie chciała się obudzić.


Nadeszła wiosna. Robiło się coraz cieplej. Słoneczne światło delikatnie rozbudzało jedną po drugiej urocze popielice. Reagując na ciepło, przyjemnie przywołujące je do życia, po siedmiu miesiącach zimowego snu, bohaterki powoli się przeciągały, otwierały oczy, ziewały. Wstawały, prezentując idealny sposób na niespieszne witanie świata.


Spośród całej rodziny popielic tylko jedna nie reagowała na zmianę pory roku. Spała sobie w najlepsze, nakryta przyjemnym, błękitnym kocykiem w białe chmurki. Podobnie jak kilka miesięcy wcześniej nie mogła zasnąć i jako ostatnia ze swej rodziny wyruszyła do krainy snów, teraz również wyłamywała się ze schematu.

Nie reagowała na żadne bodźce, sygnały, hałasy, dyskomfort, w który celowo wprowadzali ją poszczególni bohaterowie, którzy chcieli dla niej dobrze. Chcieli pomóc jej się obudzić.


Popielica pozostawała niemal niewzruszona na:


– łaskotanie po nosku przez wiewiórkę,


– zbyt małą swobodę i przestrzeń wokół niej,


– aromatyczne zapachy, które miały skusić ją do pobudki oraz te mniej przyjemne,


– hałas i dźwięki otoczenia,


– harmider i zgiełk, który jej spaniu towarzyszył.


Wiewiórka, jeż, zajączek, skunks, świetlik, dzięcioł – wszyscy bohaterowie chcieli dobrze. Pragnęli pomóc niczego nieświadomej popielicy się obudzić. Bo przecież już dawno powinna opuścić zimowy sen. Bo inne popielice już wstały. Bo gdy świat czeka, nie przystoi dłużej spać.


Gdy wszystkie, podejmowane przez zwierzęta próby zbudzenia małej bohaterki zakończyły się niepowodzeniem, mieszkańcy lasu się poddali. I wyszli na zewnątrz, do życia.


I właśnie wtedy… zadziała się magia.


Druga część przygód małej popielicy jest równie wymowna i pięknie zilustrowana jak pierwsza. Niesie też ważne przesłanie. Im bardziej o coś zabiegamy, im silniej chcemy coś uzyskać, im więcej napięcia i presji nam w związku z tym towarzyszy, tym trudniej osiągnąć określony cel. Tym więcej przeciwności i opór możemy spotkać po drodze.


Cuda dzieją się najczęściej wtedy, gdy odpuszczamy i dajemy rzeczom przestrzeń do tego, by rozwijały się bez naporu i wewnętrznego bądź zewnętrznego przymusu.


Obie historie o małej popielicy przypominają mi o tym, by nie siłować się z życiem. Nie zawsze to, co robią wszyscy nam osobiście służy. Nie zawsze fakt, że wszyscy TAK robią, wszyscy idą TAKĄ drogą, wszyscy TAK myślą oznacza, że my jesteśmy INNI, nie pasujemy, odstajemy. Dopiero gdy znajdujemy w sobie odwagę, by iść swoją drogą, by się rozluźnić i nie wpasowywać na siłę w cudze (lub swoje) oczekiwania, możemy w pełni doświadczyć życia. Życia po swojemu, zgodnie z własnymi marzeniami, planami, oczekiwaniami. Prowadząc takie życie możemy promieniować radością, dobrą energią. Jeśli działamy z czystym sercem, bez intencji ranienia innych, i PO SWOJEMU, zgodnie z wewnętrznym głosem wówczas mamy szansę wieść naprawdę spełnione życie.


Takiego życia Wam, drodzy Czytelnicy życzę. I zachęcam do zapoznania się z dwiema częściami opowieści o małej popielicy, która wstała później niż inni i później niż inni poszła spać.

M!

“Historia o małej popielicy, która nie chciała się obudzić”

Wydawnictwo Mamania


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *