Zanim ocenisz, cofnij się o krok i przyjrzyj się…. sobie


“Co to za matka, że tak rozpuszcza swoje dziecko, pozwala mu wejść sobie na głowę”, “Ale on jest pantoflarz, tak łatwo daje się owinąć jej wokół palca”, “Jak ona tak dalej będzie się godzić na wszystko, to pozostali pracownicy wejdą jej na głowę”, “Ja bym tak nie zrobiła, jak ona. W głowie mi się to nie mieści”, “No i po co daje im tyle słodyczy? Zanim się obejrzy, jej dzieci będą miały problemy z próchnicą”, “Gdybym była na jej miejscu…”

Ile takich słów w różnych momentach życiowych, w chwili podejmowania własnych decyzji zdarza nam się słyszeć, czytać, przyjmować? Wydaje się, jakby każdy najlepiej znał nas samych. I, gdyby tylko mógł, gdyby był na naszym miejscu, przeżyłby nasze życie inaczej. Lepiej, mądrzej, bardziej: odpowiedzialnie, zdrowo, godnie.

Czy nie możemy się po prostu pięknie różnić? To, że najbardziej lubię zupę pomidorową, a druga osoba rosół powoduje, że nie możemy się dogadać i znaleźć wspólnego języka? To, że z racji swojego zawodu i zainteresowań czytam swojemu dziecku dużo książek i dbam o rozwój mowy a druga osoba nie lubi czytać i bawić się w określony sposób ze swoją pociechą czyni ją gorszą matką? Być może ona zaraża je innymi ciekawymi pasjami, być może uczy życia, najlepiej jak potrafi? Jestem przekonana, że każdy z nas przeżywa własne, prywatne bolączki dnia codziennego. Zmaga się z własnymi słabościami, lękami, niepewnościami. Próbuje dokonywać zmian w życiu, później robi kilka kroków do tyłu. Obserwuje innych (co w dobie mediów społecznościowych bywa pomocne i zgubne zarazem) i tworzy sobie ich idealny, perfekcyjny obraz na podstawie tego, co czyta lub widzi. Czasem, żeby lepiej się poczuć, zaczyna racjonalizować i umniejszać drugą osobę, próbując dostrzec niuanse w jej działaniu, upewniające, iż nie jest ona taka idealna, jaka się wydawała.

A gdyby to wszystko co w innych dostrzegamy pomnożyć przez jakąś liczbę i podzielić przez jeszcze większą? Znaleźć złoty środek? Odpuścić? Sobie i innym? Może warto pomyśleć o współpracy? Wymienianiu się wiedzą, doświadczeniem, pasjami? Nie rywalizując o to, które działanie jest “najmojsze” ? Myślę, że warto tej niełatwej umiejętności doceniania różnorodności uczyć dzieci. Aby nie miały poczucia, że ich obraz świata i sposób myślenia jest jedynie słuszny i niepodważalny. A tego, kto ośmieli się myśleć inaczej czeka wyśmianie i wykluczenie z grupy. Jeśli dziecko będzie się czuło akceptowane, szanowane, lubiane i kochane przez rodzica, zyska największy kapitał – poczucie własnej wartości i siłę do mierzenia się z trudnościami dnia codziennego. Będzie potrafiło lubić siebie a swojego dobrego samopoczucia nie będzie uzależniało od tego, czy komuś wiedzie się gorzej. Myślę, że warto uczyć dzieci, że można się różnić, dzięki czemu jest szansa na wymianę cennej wiedzy, doświadczeń, umiejętności.

Jeśli ktoś pięknie szyje lub maluje, mogę go wesprzeć kupując jakiś produkt który wyszedł spod zdolnych rąk. Z kolei jeśli ktoś chciałaby dowiedzieć się czegoś, w czym ja jestem biegła, również może to zrobić. Różnorodność wzmacnia kreatywność. My nie musimy być alfą i omegą, dorosłym wszystkowiedzącym. Dla dziecka znacznie bardziej od tego, czy mama lub tata posiadają wiedzę absolutną jest informacja, gdzie i u kogo może poszukiwać odpowiedzi na nurtujące je pytania.

Dobrze, abyśmy czasem potrafili spojrzeć na siebie niczym w lustro, w którym odbijają się różne nasze obawy, tęsknoty, trudności, smutki oraz troski. Dajmy sobie czas na to, aby je poznać. A gdy nam się to uda, łatwiej będzie zaakceptować codzienność i innych ludzi takich, jakimi są. (Uwaga, nie mam tutaj na myśli sytuacji, w których jesteśmy świadkami czyjegoś nieszczęścia lub widzimy, że komuś dzieje się krzywda, a my nie reagujemy. Cały mój wpis jest poświęcony smutnym częściom nas samych, które z tęsknoty za czymś, potrafią za mocno kogoś ocenić, za bardzo umniejszać. To, jakże ludzka cecha, nad którą można popracować. Jeśli człowiek wkładałby swoją energię w pracę nad sobą, dokonywanie pozytywnych, dobrych dla siebie zmian zamiast krytykować innych ludzi, nam wszystkim żyłoby się lepiej).

Warto spróbować odpowiedzieć sobie na ważne pytanie – czy przyszliśmy na ten świat, aby zadowolić innych i spełniać ich oczekiwania, czy też aby przeżyć nasze życie najlepiej jak potrafimy? Będąc dobrym dla siebie samych. Bo jeśli będziemy siebie lubili, wówczas przestaniemy potrzebować oceniania, krytykowania, szydzenia z innych, by poczuć się lepiej.

Życzę Wam serdecznego i życzliwego dnia. Jeśli macie siłę, obdarzajcie innych uśmiechem lub dobrym słowem. Dzięki niemu oni naprawdę poczują się docenieni i dostrzeżeni 🙂 Nie wiedzieć kiedy, to dobro zatoczy koło i pewnego niespodziewanego dnia wróci do Was 🙂
M!

2 myśli nt. „Zanim ocenisz, cofnij się o krok i przyjrzyj się…. sobie

  1. BogusiaM

    Najłatwiej się ocenia, krytykuje, trudniej zrozumieć a w ogóle chcieć zrozumieć i pomóc w razie, gdy jest taka potrzeba. Nie umiemy ani prawić szczerze komplementów ani ich przyjmować, takie z nas dziwaki… Ale mam nadzieję, że to się będzie zmieniać, między innymi dzięki takim postom jak ten.

    Odpowiedz
    1. mowosfer Autor wpisu

      BogusiaM dziękuję Ci za Twój komentarz. To prawda, że miewamy trudności z przyjmowaniem komplementów i obdarzaniem nimi innych. Łatwiej kogoś ocenić, aby trochę przesłonić różne własne lęki, obawy, niepokoje. Człowiek ma w swoim życiu niezwykle żmudną pracę do wykonania, pracę nad samym sobą. Pozdrawiam ciepło 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *