Czy muszę rozdawać buziaki? –> recenzja ważnej książki w temacie granic

Zjazdy rodzinne.

Jakie to piękne okazje do powitań. Nierzadko spotykają się ludzie, którzy od tygodni, a nawet miesięcy się nie widzieli. Którzy z radością spoglądają w swoją stronę. Którzy chcą sobie pokazać, jak bardzo się cieszą, że nas widzą. Że jesteśmy ważni w ich życiu. Chcą nas przytulić, dać buziaka.

Czy zauważyliście, że dorośli różnią się od siebie? Pod względem otwartości na drugiego człowieka, wylewności, gotowości do zbliżenia podczas powitania? Ja niejednokrotnie byłam tego świadkiem.  Niejednokrotnie czułam to na sobie.

Kiedy?

Gdy podczas rodzinnych powitań chciałam się do kogoś przytulić, a dana osoba gdzie indziej miała ustawioną granicę i nie miała na to ochoty. Że jasno i konkretnie to komunikowała. Być może były też takie powitania, w trakcie których ktoś nie miał ochoty na mój przyjacielski uścisk, ale zrobił to, aby nie było mi przykro… Tego nie wiem. Wiem, że w czasie rodzinnych spotkań lubię się z kimś serdecznie przywitać, przytulić.

Czy to coś złego?

Nie, jeśli druga osoba nie ma nic przeciwko takiej formie powitania.  Jeśli jej strefa bezpiecznego powitania jest również podobnie ustawiona.

Czy przyjemne jest wyznaczenie przez drugą osobę bezpiecznej dla niej granicy?

Nie zawsze. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób ona to zrobi. Jeśli będzie zmieszana i niepewna, może dość ostro zareagować. Wówczas my możemy się poczuć odrzuceni. Możemy się poczuć odtrąceni również wtedy, gdy jej słowa będą pełne szacunku i sympatii.

Warto jednak pamiętać, że poczucie bycia odrzuconym dotyczy nas. I o czymś ważnym nas informuje. Dlaczego czyjeś NIE jest w stanie sprawić, że czuję się odtrącona? Nieważna? Nielubiana? Czy jest tak w istocie? Czy to jedynie moja interpretacja zachowania osoby, która dba o swoją przestrzeń, swoją granicę? Czy to rzeczywiście musi mieć ze mną coś wspólnego?

Od pewnego czasu uczę się brać odpowiedzialność za własne uczucia. Uczę się, niczym archeolog od ciała, emocji i ducha dokopywać do własnego wnętrza. By odkryć motywy swoich działań, by zrozumieć myśli, które się pojawiają, by odkryć potrzeby, upchane nierzadko głęboko pod powierzchnią.

Dziś, dużo lepiej niż WCZORAJ, rozumiem, że to nie druga osoba odpowiada za moje uczucia. Oczywiście, jej słowa lub czyny mogą wyzwolić we mnie daną emocję. Jednak to, co z nią zrobię, zależy ode mnie. Pewnie, że łatwiej byłoby mi zrzucić to na kogoś. “To przez ciebie czuję się odrzucona. To przez ciebie jest mi smutno. To przez ciebie płaczę”. Trudniej wziąć odpowiedzialność za to, co w wyniku interakcji z drugą osobą się zadziało. To dłuższa, żmudniejsza droga. Wymaga wejrzenia w swoje wnętrze: we wspomnienia, skojarzenia, tęsknoty, braki, niewypełnione w sercu i ciele przestrzenie. Wymaga czasem wyruszenia w przeszłość, przed którą niekiedy chcemy uciec.

W moim odczuciu, jest to ważniejsza droga, bo (pomimo trudów, bólu i niepewności) prowadzi do… wolności. Gdy decydujemy się uwolnić SIEBIE od wpływu innych na nasz nastrój, myśli i samopoczucie, jest większa szansa, że nabierzmy odwagi do tego, aby i sobie (i bliskim nam ludziom) dać prawo do wyznaczania GRANIC. Do mówienia: “Nie, nie chcę”. “Nie, nie mam ochoty”.

Dlaczego o tym piszę?

Ponieważ jeśli my – dorośli – miewamy czasem trudność z przyjęciem granicy bliskich nam ludzi oraz z wyznaczeniem im naszych granic, wówczas może nam być trudno w przyznaniu tego prawa naszym DZIECIOM.

Miejmy świadomość, że DZIECI nie mają absolutnie żadnych problemów z mówieniem NIE. Z wyznaczaniem granic. Z bardzo szczerym i otwartym daniem do zrozumienia, że na coś nie mają ochoty. Tym czymś może być wyjście na dwór lub powrót z dworu, wyruszenie żwawym i ochoczym krokiem do przedszkola lub szkoły. Tym czymś może być niechęć do zjedzenia obiadu z tego konkretnego talerzyka lub wypicie z danego kubka. Tym czymś może być jasne postawienie granicy pt. “Nie pożyczę ci do zabawy mojego wiaderka, łopatki, lalki”. Z powiedzeniem: “Nie chcę się z tobą bawić”, “Nie chcę już jeść”, “Nie chcę cię przytulać”, “Nie chcę ci dawać buziaka na powitanie”.

Niestety, w wyniku socjalizacji, my – DOROŚLI – nakładamy na DZIECI własne oczekiwania, nadzieje, plany, wymagania dotyczące kontaktów społecznych. Zdarza się, że z ust wymkną nam się słowa:

– “No podziel się zabawką”.

– “Nie mów, że nie chcesz się bawić z Basią. Będzie jej przykro”.

– “Jedz na tym talerzu co masz. Nie grymaś i nie wydziwiaj”.

– “Przesadzasz”.

– “Jesteś niemiły / niemiła. Nieuprzejmy / nieuprzejma. Niekoleżeński / niekoleżeńska”

– “Zjedz tą zupkę, bo cioci będzie przykro. Tyle serca włożyła w jej przygotowanie.”

– “No pocałuj babcię. Czemu się wstydzisz? To twoja babcia. Przytul się do niej.”

– “Nie wstydź się.”

– “Daj buziaka.”

– “To nic takiego. To nic wielkiego”

– “Oj tam, oj tam”.

Te, z pozoru nieznaczące słowa, wielokrotnie, w różnych sytuacjach i kontekstach powtarzane mogą utwierdzić dziecko w przekonaniu, że:

– jego uczucia nie są ważne,

– nie może ufać swoim uczuciom,

– ono nie jest ważne,

– musi się poświęcić, aby zrobić komuś przyjemność (osoba dorosła, koleżanka, ktoś z rodziny i jej dobrostan są ważniejsze od dziecka),

– ponosi odpowiedzialność za uczucia i samopoczucie innych ludzi,

– nie może słuchać siebie i swoich potrzeb (np. jestem już najedzony), bo trzeba się nagiąć, by komuś nie było przykro.

– musi zawsze się witać z innymi

-wstyd jest czymś złym i nie należy go słuchać

To nierzadko podprogowe komunikaty, które zdarza nam się używać niemal automatycznie, bezrefleksyjnie. Trafiają jednak do świadomości dziecka i zostają w niej na dłużej. Bywa, że częstotliwość ich stosowania decyduje o przyszłych działaniach, reakcjach, zachowaniu a nawet sile psychicznej dziecka. Decydują o tym, czy ma ono w sobie gotowość do mówienia nie (zarówno dorosłym, jak również rówieśnikom), czy ufa sobie i sygnałom swego ciała, czy ma odwagę, aby negować zachowania lub działania innych ludzi.

Dlaczego o tym piszę?

Ponieważ uważam, że zmiana rozpoczyna się od nas – dorosłych. Jeśli ja mam problem z wyznaczaniem granic lub przyjmowaniem granic innych ludzi, wówczas trudno będzie mi dać wolność w tym temacie mojemu dziecku. A jest to wolność, w którą powinien być wyposażony KAŻDY (duży i mały) człowiek. Nie mam tu na myśli mówienia, robienia wszystkiego, co nam się tylko podoba, bez patrzenia na uczucia drugiej osoby. Mam tu na myśli działanie w zgodzie ze sobą, z zaufaniem do siebie i z poszanowaniem osób, z którymi pozostajemy w kontakcie. Jak się tego nauczyć? Tylko i wyłącznie poprzez doświadczenia komunikacyjne. Poprzez interakcje, rozmowy, popełnione błędy i wyciągniętą z nich naukę.

Ten ogromnie długi wstęp posłużył mi jako wprowadzenie do recenzji książki wyjątkowej. Takich książek niestety nie ma wiele na rynku wydawniczym, dlatego ogromnie się cieszę, że Wydawnictwo Sam, które ma już na swoim koncie dwie bardzo ważne publikacje:

1.) “To wszystko rodzina”

2.) “Dziecko w brzuchu mamy”

wydało kolejną książkę o cennej treści. Zachęcającej do refleksji i dyskusji. Do zmierzenia się z naszym podejściem do tematu powitań, buziaków, często wbrew woli dziecka.

Książka “Buziak? NIE” zaprasza Czytelników do domu Leona. Na moje oko chłopiec może mieć 5 lub 6 lat. Ma starsze rodzeństwo: brata Kubę i siostrę Amelię, którzy całuśną drogę z różnymi członkami rodziny mają już za sobą. Oni, w najskuteczniejszy dla siebie sposób, wyznaczyli granicę, dzięki czemu mają spokój. Już nie muszą się witać “na siłę”. Leon dopiero się tego uczy.

Na przykładzie interakcji z trzema członkami rodziny: ciocią Kasią, wujkiem Karolem i babcią Emilią poznajemy stosunek Leona do powitań rodzinnych.

Obserwujemy, jak granice chłopca (których jest on świadomy) są, mimo jego wyraźnych słów: “Nie. Nie chcę”, “Fe”, przekraczane. Każda z tych trzech osób pozostaje obojętna i niewzruszona na protesty chłopca. Każda z tych trzech osób używa słów:

– “Daj buziaka Leosiu”

– “Chodź, wujkowi też daj buziaka. Smaczny buziak”.

– “Buziak, szkałbeńku, buziak”.

Chłopiec znajduje się w potrzasku.  Każdą z trzech osób widzi nieco inaczej. Każda z nich ma jakieś cechy, które chłopcu przeszkadzają:

–  ciocia Kasia ma duże czerwone usta i pachnie, w odczuciu chłopca, jak pudel

– wujek Karol ma bardzo drapiącą i niemiłą w dotyku, brodę

– uwagę chłopca w kontaktach z babcią zwraca jej mocząca się w szklance z wodą szczęka i pomarszczona twarz

Trzeba przyznać, że grafika bardzo dobrze odzwierciedla uczucia chłopca i ukazuje jego sposób postrzegania bliskich. W dużym zbliżeniu i wyostrzeniu zmysłów. Ilustracje są spójne z treścią i doskonale ukazują wyzwanie, z jakim chłopiec mierzy się przy każdorazowym spotkaniu z członkami rodziny. Lubi ich wszystkich, jednak nie ma ochoty na taką poufałość, na jaką oni nalegają.

Dopiero rozmowa z rodzeństwem, które dzieli się z Leonem swoimi sposobami na wyznaczenie całuśnym bliskim granic przy powitaniach rozwija w chłopcu kreatywne podejście do problemu. Sprawia, że wpada na najlepszy dla siebie plan, aby dać do zrozumienia bliskim, iż ich łamanie granic nie jest dla niego niczym przyjemnym. I że sami nie chcieliby, aby z nimi podobnie postępowano.

Marzyłoby mi się, aby w każdej rodzinie dziecko otrzymało wsparcie od rodziców, opiekunów z zapewnieniem, że nie musi się z nikim całować i dawać buziaka, jeśli czuje, że nie chce tego robić.

A jeśli spotkałoby się z brakiem zrozumienia ze strony całuśnych członków rodziny wyrażonych słowami:

“No coś ty, z ciocią się nie przywitasz? Jak to, nie dasz buzi dziadkowi? Nie pożegnasz się ze mną?”

wówczas dostałoby zapewnienie od rodziców, że to jest ok. Że ma prawo nie dawać buziaków. Że może po prostu podać dłoń, zrobić żółwika lub po prostu powiedzieć: ‘Dzień dobry”, “Do zobaczenia” i pomachać ręką na powitanie lub pożegnanie.

Skoro my dorośli nie zawsze mamy ochotę na taki rodzaj bliskości, dziecko również ma do tego prawo.

Książka “Buziak? NIE!” bardzo dobrze nawiązuje do tego (zwykle trudnego dla dorosłych) tematu. Zachęca do rozmowy z dzieckiem. Otwiera na dyskusję i przyjrzenie się sobie. Do udzielenia odpowiedzi na pytanie: “Czy mam w sobie zgodę na to, aby moje dziecko nie tuliło się do kogoś bliskiego, nie całowało go w usta lub policzek, nie robiło nic wbrew granicom, które podsuwa mu jego ciało?”

Czytając tą książkę wspólnie z dzieckiem, możemy pójść krok dalej i wspólnie zastanowić się, w jaki sposób Leon mógłby zakomunikować bliskim, aby nie przekraczali jego granic.

1.) Można zapytać dziecko, jak osoba dorosła mogłaby wesprzeć Leona w tym wyzwaniu?

2.) Można (a nawet warto) zapytać dziecko, czy zawsze i z każdym trzeba się witać?

3.) Można zachęcić je do wglądu w siebie i zapytać, jak ono lubi witać się z bliskimi? Czy ma bliskich, z którymi bardziej lubi się witać a z innymi mniej? Bez oceniania, bez zbędnego komentowania. Po to, by lepiej tego młodego człowieka poznać.

Kochani, jeśli jeszcze nie macie w domu tej książki Wydawnictwa SAM, gorąco Was zachęcam do zakupu. Tym bardziej, że w piątek 13 września rozpoczęła się przedsprzedaż, która potrwa do 23 września.  W czasie trwania przedsprzedaży macie okazję kupić zarówno tę, jak i pozostałe książki Wydawnictwa SAM o 20% taniej. Wystarczy, że w trakcie składania zamówienia na stronie:https://wydawnictwosam.pl/ –> wpiszecie kod: BUZIAKODEWY.

Od jakiej EWY? Oczywiście od Ewy Popielarz, która jest nie tylko patronką tej wspaniałej książki, ale również czuwała nad jej redakcją i korektą.

Na koniec chciałam się Was zapytać:

Jak Wy lubicie się witać z innymi? Czy przy powitaniach jesteście wylewni, czy bardziej zachowawczy? Czy jest Wam z tym ok? Czy potraficie rozpoznać, kiedy ktoś z Waszych bliskich nie ma ochoty na powitanie? Czy umiecie przyjąć odmowę?

Dziękuję za uwagę i serdecznie zachęcam Was do lektury. Naprawdę WARTO!

M!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *